Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beskidy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beskidy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 kwietnia 2018

Wisła Czarne Fojtula-Barania Góra-Przysłop-Stecówka-Kubalonka

W czwartek wybrałam się z Darią na Baranią Górę, bo jeszcze wybieramy stary urlop, a pogoda się fantastyczna zapowiadała to trzeba było skorzystać ;)
Do Wisły Czarne Fojtula podwiózł nas Rafał, mąż Darii, bo miał drugą zmianę.

 Kaskady Rodła

O 8:15 wyruszyłyśmy na niebieski szlak prowadzący na Baranią Górę źródłami Białej Wisełki. Po drodze piękne widoki, Kaskady Rodła (wodospad) i poranne słońce, które robiło atmosferę. Śpiew ptaków, wiosenny las i nikogo poza nami na szlaku. Cudownie!
Szłyśmy nieśpiesznie ciesząc się otaczającym nas lasem, widokami i świadomością, że nie musimy być dzisiaj zamknięte w budynku w pracy.

 wieża widokowa na Baraniej Górze

Po 2h i 15 minutach dotarłyśmy na szczyt, gdzie rozpościera się piękny widok na Beskid Mały i Żywiecki. Daria została na dole, a ja weszłam jeszcze na wieżę widokową by zobaczyć te widoki z szerszej perspektywy. Na wieży są tabliczki z opisami szczytów górskich jakie możemy zobaczyć z trzech różnych stron. Najlepsza widoczność była na Beskid Śląski, Beskid Żywiecki był za mgłą, a Beskidu Małego niestety nie było widać.

z Darią

Wieża jest zbudowana z takich dziurawych kratek przez, które widać to co jest pod nami. Także jeśli ktoś nie ma lęku wysokości to zachęcam by wejść i zobaczyć te widok z góry. Na Baraniej Górze zostałyśmy jeszcze na chwilkę by coś przekąsić, napić się i nacieszyć oczy widokami.

 widok na Beskid Żywiecki

Nasz niebieski szlak połączył się z zielonym od Skrzycznego i czerwonym od Węgierskiej Górki i tak sobie szłyśmy z tymi szlakami do schroniska na Przysłopie. Drogowskaz pokazywał 45 minut marszu i tyle też nam to zajęło. Po drodze równie pięknie i cicho tylko śpiew ptaków nam towarzyszył. Dochodząc do schroniska minęliśmy grupkę ludzi, która szła w kierunku Baraniej Góry także w schronisku byłyśmy same. Postanowiłyśmy posiedzieć sobie na balkonie, bo taka piękna pogoda to, aż szkoda siedzieć w pomieszczeniu.

 

Po uzupełnieniu płynów, zjedzeniu śniadania, które miałyśmy w plecakach i nałapaniu witaminy D poszłyśmy czerwonym szlakiem w kierunku Kubalonki. Czekał na nas 2h spacer przez las i z towarzyszeniem śpiewu ptaków. Po 1h dotarłyśmy na Stecówkę, gdzie kiedyś było otwarte schronisko, a teraz jest niestety zamknięte. Poszłyśmy dalej asfaltem, a po 30 minut weszłyśmy w las i tak sobie wśród drzew dotarłyśmy na Szarculę skąd już 10 minut asfaltem na Kubalonkę.


O 15:05 byłyśmy na Kubalonce, stamtąd pojechałyśmy o 15:31 autobusem (Wispol) do Cieszyna.
Zadowolone i szczęśliwe dotarłyśmy do naszych domów po 17 :) Po drodze zaplanowałyśmy sobie jeszcze podobny wypad w środku tygodnia w maju. Także zobaczymy co nam z tego wyjdzie :)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Brenna Centrum - Błatnia - Brenna Bukowa


W Poniedziałek Wielkanocny wybrałam się z Darią w góry, bo stwierdziłyśmy, że dość siedzenia i jedzenia świątecznych wypieków.


Wybrałyśmy szlak z Brennej Centrum na Błatnią, bo blisko, a i pora wyjścia była późna (godzina 10:45). Ruszyłyśmy szlakiem czarnym i po 35 minutach dołączyłyśmy do szlaku zielonego, który idzie z Brennej, ul. Wyzwolenia 18 (jest to jeden przystanek autobusowy wcześniej niż centrum). Od połączenia się szlaków była jeszcze 1h15min do schroniska także taki przyjemny spacerek.

 w drodze na Błatnią

Pogoda piękna, słońce, śnieg iście bajkowa sceneria. Po drodze napotkałyśmy tylko paru turystów natomiast w schronisku było już pełno. Widać było, że większość postanowiła się przejeść po sytej niedzieli ;)

 schronisko na Błatniej

Posiedziałyśmy trochę w schronisku, napiłyśmy się herbatki i piwka, przekąsiłyśmy co nieco i udałyśmy się dalej w stronę Klimczoka. Poszłyśmy dalej żółtym szlakiem, po drodze zatrzymując się w punkcie widokowym, który latem jest oblegany przez turystów, bo obok jest przyjemna polana na, której można się rozłożyć. Nacieszyłyśmy oczy zimowym widokiem Skrzycznego i Bielska-Białej i poszłyśmy dalej spotykając już więcej ludzi na szlaku.


W tą stronę las był iście zimowy i bajkowy, gałęzie jeszcze obsypane śniegiem tworzyły niesamowity obraz, który musiał zostać przez nas uwieczniony na zdjęciach :) Po jakiś 30-40 minutach odbiłyśmy ze szlaku w prawo i już bez szlaku schodziłyśmy do Brennej. Tutaj już była inna sceneria, bo wiosenno-jesienna i ani grama śniegu. Dookoła las, śpiew ptaków, promienie słońca, które nas wygrzewały. Wyszłyśmy przy Karczmie pod Skalicą w Brennej Bukowej skąd zabrał nas do Cieszyna mąż od Darii.


Taka pętelka zajęła nam około 5h łącznie z przerwą w schronisku.
Dawno nie szłam już tym szlakiem i z przyjemnością oglądałam widoki i kapliczki, które napotyka się na tym szlaku. Szlak jest bardzo przyjazny także można się nim przejść z dziećmi czy też z osobami, które nie mają zbyt dobrej kondycji.

sobota, 14 października 2017

Szczyrk - Skrzyczne - Malinowska Skała - Cieńków - Wisła

Na zakończenie mojego urlopu wybraliśmy się z tatą na Skrzyczne. Pogoda zapowiadała się w miarę także trzeba było wykorzystać ten dzień do pełna ;)
Pojechaliśmy porannym autobusem do Bielska i tam łapaliśmy kolejny autobus do Szczyrku. Na szczęście po drodze nic się nie wydarzyło i szczęśliwie dotarliśmy do Szczyrku. Tam zakupiliśmy bilety na kolejkę i wyjechaliśmy sobie na górę. Niestety w miarę zbliżania się do szczytu pogoda się trochę pogorszyła - mgła i wiatr.

Tradycyjnie w schronisku pieczątka do zeszytu i można było iść dalej :) Wybraliśmy zielony szlak na Malinowską Skałę. Po drodze niestety za dużo nie widzieliśmy, bo jednak mgła nie dawała za wygraną i cały czas nam towarzyszyła. Do tego wiatr też robił swoje i trzeba było zakładać kaptur.


Niestety las beskidzki jest strasznie przetrzebiony i wykarczowany. Co prawda dzięki temu można podziwiać ładne widoki, ale szkoda tego naszego lasu, który zawsze chronił od upałów i opadów. Udało nam się zobaczyć trochę Beskidu Żywieckiego tak na pocieszenie :)


Po 1,5h dotarliśmy na Malinowską Skałę. Obejrzeliśmy sobie widoki, których kiedyś nie było, bo był las... Poszliśmy dalej zielonym szlakiem w stronę Baraniej Góry. Po jakiejś godzinie doszliśmy do rozwidlenia, które prowadzi na Baranią Górę (zielony szlak) i do Domu Turysty PTTK w Wiśle Nowej Osadzie. My wybraliśmy ten drugi, bo chcieliśmy zobaczyć jak ten szlak wygląda. Także przed nami była 2h wędrówka. Szło się przyjemnie, bo już tak nie wiało, zrobiło się trochę cieplej, a przy okazji podziwialiśmy naszą piękną, złotą, polską jesień.


Gdy dotarliśmy na Cienków zjedliśmy sobie nasze śniadanie, napiliśmy się kawki i herbatki. Sprawdziliśmy autobus powrotny do Cieszyna i okazało się, że 30 minut go mamy także zjechaliśmy na dół i poszliśmy na przystanek.

Wycieczka się udała tylko zabrakło lepszej widoczności, ale i tak udało mi się naładować akumulatory przed powrotem do pracy :)
Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda mi się wyskoczyć w góry.

czwartek, 12 października 2017

Straconka Leśniczówka - Magurka - Straconka

Dzisiaj z tatą wybraliśmy się na Magurkę, bo pogoda się w końcu poprawiła i nieśmiało słoneczko się uśmiechało.
Pojechaliśmy rano do Bielska, a stamtąd podmiejskim do Straconki Leśniczówki. Przystanek MZK jest przy zielonym szlaku także nie trzeba było go szukać ;) Według drogowskazu na przejście mieliśmy 1,5h. Szlak początkowo idzie pod górę do drogi asfaltowej, którą przecinamy i idziemy dalej. Tutaj już mieliśmy pierwsze przebłyski słońca i kolory jesiennych drzew. Po 20 minutach dochodzimy do kolejnego przecięcia szlaku z drogą asfaltową. W tym miejscu była chwila przerwy na zdjęcia pięknego, jesiennego lasu...


Po przejściu na drugą stronę drogi dalej idziemy sobie lasem i podziwiamy Bielsko, które pięknie się prezentuje z takiej wysokości. Słońce przyświeca już coraz śmielej i towarzyszy nam, aż do schroniska :) Po 1h i 20 minutach jesteśmy na górze.


Przy schronisku cisza i spokój, paru turystów... Posiłek zjedliśmy na zewnątrz, bo piękna pogoda, że aż szkoda było chować się w schronisku. Słońce cały czas nas grzało i przesyłało witaminę D :)
Po jakiś 30 minutach zjawiły się dwie wycieczki klasowe i zrobiło się już trochę głośniej, ale mimo to było przyjemnie także postanowiliśmy jeszcze trochę posiedzieć i nacieszyć się pięknem jakie nas otaczało. Szczególnie mi to było potrzebne, bo niestety mój urlop powoli dobiega końca i trzeba naładować akumulatory na kolejne dni...


Schodziliśmy do Straconki żółtym szlakiem, który jest równie malowniczy i jesienny. Kocham tą porę roku w górach, jest tak romantycznie i nastrojowo... Szliśmy na spokojnie, równym tempem, bo przecież nigdzie się nam nie śpieszyło ;) a trzeba było też uważać by nie przejechać się na liściach. Las pachniał jesienią i grzybami, ptaki śpiewały, było idealnie. Po 1h i 20 minutach byliśmy na dole i udaliśmy się w kierunku przystanku. Tam okazało się, że do przyjazdu autobusu trochę czasu było także wygrzewaliśmy się w słońcu.


Po przyjeździe do Bielska poszliśmy jeszcze do Sfery popatrzeć na buty, bo trzeba nam było kupić ;) Tato sobie kupił zimowe, a na mnie niestety nic nie było. Po zakupach pojechaliśmy do domu.
W planach jest jeszcze Skrzyczne i może Czantoria, zobaczymy jak aura będzie sprzyjać :)

czwartek, 5 października 2017

Szczyrk-Szyndzielnia-Klimczok-Przełęcz Karkoszczonka-Brenna Bukowa

Dzisiaj mieliśmy zaplanowaną wycieczkę na Skrzyczne, ale po przyjeździe do Bielska stwierdziliśmy, że pojedziemy pod Szyndzielnię i na Klimczok. Pogoda nie za bardzo do podziwiania widoków, więc stwierdziliśmy, że szkoda iść na Skrzyczne i nic nie pooglądać.


Pojechaliśmy pod Szyndzielnię autobusem numer 8, a stamtąd podeszliśmy pod kolejkę i wyjechaliśmy sobie na Szyndzielnię. Lekka mżawka już się zebrała i towarzyszyła nam do schroniska na Szyndzielni. Tata poszedł do schroniska po pamiątkowe pieczątki do zeszytu, a ja porobiłam sobie parę zdjęć, bo jeszcze coś było widać ;)


Do schroniska pod Klimczokiem mieliśmy 30 minut szlakiem czerwonym i żółtym, bo razem sobie szły przez jakieś 20 minut, a potem się rozdzielały. Żółty szedł na szczyt Klimczoka, a czerwony go omijał. My wybraliśmy czerwony, bo i tak nic byśmy nie zobaczyli ze szczytu Klimczoka. Pojawiająca się coraz gęstsza mgła skutecznie utrudniała widoczność, a i drobny deszcz też robił swoje. Po wyjściu na polanę pod szczytem zobaczyliśmy bardzo duży ubytek w lesie.


Poszliśmy do schroniska zjeść nasz posiłek i trochę się zagrzać, bo wiało jak nie wiem co :)
Schronisko w środku bardzo ładnie odnowione, wystrój bardzo góralski, a i gospodarze młodzi i sympatyczni :) Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że będziemy schodzić do Brennej przez Karkoszczonke, a nie przez Błatnią, bo pogoda się bardzo szybko pogorszyła. Zaczęło więcej padać i zrobiła się bardzo gęsta mgła.


Na Przełęcz Karkoszczonkę poszliśmy czerwonym szlakiem, który zapowiadał nam 45 minut marszu. Dokładnie tyle też szliśmy, bo trzeba było bardzo uważać, żeby gdzieś nie podjechać i nie skręcić sobie nogi. Deszcz dalej padał i nie chciał przestać. Momentami wiało niemiłosiernie. Po dotarciu na Karkoszczonkę odszukaliśmy kolejny drogowskaz, który tym razem pokazywał nam szlak żółty i 40 minut wędrówki. Początkowo szlak szedł lasem i trochę uniknęliśmy deszczu, ale później już był poprowadzony asfaltem i niestety dolało nam...
Na szczęście busik czekał na przystanku także mogliśmy spokojnie się do niego zapakować i wrócić z powrotem do domku :)

poniedziałek, 2 października 2017

Ustroń Polana-Orłowa-Równica-Ustroń Zawodzie

Dzisiaj z tatą wybraliśmy się na krótki rozruch, bo i pogoda sprzyjała, a zaczęłam zasłużony dwutygodniowy urlop :)

 widok na Równicę

Pojechaliśmy rano do Ustronia Polany, bo naszym celem była Równica. Postanowiliśmy iść zielonym szlakiem, który kieruje w stronę Orłowej. Po 1h i 15 min marszu z ładnymi widokami i kolorami jesieni znaleźliśmy się pod Orłową, gdzie szlak zielony zamieniamy na niebieski i idziemy kolejną godzinkę pięknym jesiennym lasem.
Im bliżej było Równicy tym wiatr był silniejszy choć na niebie ani jednej chmurki nie było :)


Byłe schronisko pttk pod Równicą to teraz jest Gościniec Równica i już nie wolno zjeść i wypić swojego prowiantu w środku i w ogródku letnim. Pozostają tylko ławki, które na szczęście tam jeszcze są... W takich okolicznościach zjedliśmy nasz posiłek i poszliśmy dalej, bo niestety wiejący wiatr był zimny mimo, że słoneczko przyjemnie grzało.


Do Ustronia schodziliśmy czerwonym, który pokazywał, że czas na przejście to godzina.
Po jakiś 5 - 10 minutach mijamy kamień ewangelików przy którym odbywają się różne nabożeństwa, a w tym roku były szczególne ze względu na 500 lat reformacji.
Schodząc w dół trzeba uważać, bo liczne kamienie i liście są mokre i zdradliwe. Kiedy mijamy już to newralgiczne zejście poniżej kamienia możemy na spokojnie podziwiać okoliczności jesiennej przyrody i słuchać szumu strumyka, który płynie sobie, aż na sam dół.


Nasza wycieczka trwała około 4 godzin i przeszliśmy około 12km. Był to przyjemny dzień.

sobota, 26 sierpnia 2017

Kubalonka-Stecówka-Przysłop-Wisła Czarne

Dawno nie byliśmy z tatą na Przysłopie, więc postanowiliśmy się dziś wybrać, bo i pogoda dopisywała także trzeba to było wykorzystać.
Postanowiliśmy się tradycyjnie wybrać z Kubalonki przez Stecówkę do schroniska pod Baranią Górą i stamtąd do Wisły Czarne pod zaporę.

 

Na Stecówce już stoi odbudowany kościół, który się spalił. Jest odbudowy w ładnym, górskim stylu. Po drodze do schroniska spotkaliśmy tylko paru turystów. Widać niestety jak zniszczony przez kornika-drukarza jest nasz beskidzki las. Dawno już nie widziałam tylu wyciętych drzew. Mam nadzieję, że zostaną posadzone inne drzewa odporne na tą zarazę.

 

Przy schronisku okazało się, że jest obchodzony Dzień Ratownika i Przewodnika Górskiego. Ratownicy Beskidzkiej Grupy GOPR zorganizowali dla dzieciaków konkursy i zabawy, ale też szkolenie z pierwszej pomocy.


Schodząc czarnym szlakiem do Wisły Czarne można dowiedzieć się różnych ciekawostek na temat roślin, zwierząt, ptaków, drzew, które napotkamy w paśmie Baraniej Góry. Nadleśnictwo Wisła stworzyło bardzo fajne edukacyjne tablice, na których jest wszystko opisane. Niektóre są w sympatyczny sposób pokazane w formie komiksu.


Taki ciekawy okaz motyla spotkaliśmy na swojej drodze. Miałam szczęście zrobić mu zdjęcie w całej okazałości, bo cierpliwie pozował, aż zrobię mu kilka zdjęć ;)

Przyjemny dzień w górach dotarł do końca, gdy doszliśmy do zapory na Wiśle. Stamtąd udaliśmy się autobusem do domku.

sobota, 3 czerwca 2017

Wielka Czantoria - Soszów - Stożek

Lubię ten szlak, bo jest on zróżnicowany - raz się idzie pod górę, raz w dół, a nawet po równym, jeśli w górach tak to można nazwać :) a po drodze podziwiamy wspaniałe widoki...
Dzień był słoneczny i lekko wietrzny także idealny na górskie wędrówki.


Skróciliśmy sobie z tatą trochę szlak wyjeżdżając kolejką na górę, a potem już wędrowaliśmy, aż na Kubalonkę. Od wyciągu idziemy spacerkiem po kamieniach jakieś 30 minut na szczyt Wielkiej Czantorii, gdzie możemy wejść sobie na wieżę widokową znajdującą się po czeskiej stronie. Przyjmują i złotówki i korony czeskie. Przy dobrej widoczności możemy kawałek Beskidów zobaczyć. Na wieżę nie wchodziliśmy, bo już ją sobie wcześniej zwiedziliśmy. Zrobiliśmy zdjęcie drogowskazu (moje małe "zboczenie") i poszliśmy dalej czerwonym szlakiem.


Po 1,5 godzinnym marszu znaleźliśmy się na Soszowie, gdzie okazało się, że schronisko zmieniło właścicieli i jest dalej otwarte na turystów co bardzo cieszy. Po łyku wody i zjedzeniu batonika udaliśmy się dalej na Stożek, który był naszym celem dzisiejszej wędrówki :)
Ten fragment szlaku jest najbardziej widokowy, ale i też ma konkretne podejście pod sam Stożek...
I to właśnie podejście pokonywaliśmy każdy swoim tempem, bo tak przez cały czas szliśmy obok siebie, ale tutaj tato musiał trochę zwolnić. Idąc przed tatą cały czas spoglądałam na niego czy wszystko jest ok. Na Stożku tradycyjnie dużo ludzi, a to wszystko przez wyciąg, który jest w Wiśle Łabajów. Kiedyś ten szlak był mniej uczęszczany...


Weszliśmy do schroniska i tam zjedliśmy sobie nasze jedzonko i napili się herbatki i piwka ;)
Popakowaliśmy wszystko do plecaków i ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem na Kubalonkę. Poszliśmy czerwonym, bo jest on bardziej widokowy, a że pogoda fantastyczna to, aż żal nie skorzystać z uroków przyrody :) W połowie drogi jest rozwidlenie, które prowadzi na Kubalonkę (czerwony szlak) i do Wisły Głębce (niebieski szlak). Rozwidlenie nas zaskoczyło i to bardzo, bo się okazało, że szlak na Kubalonkę został zmodyfikowany. W pierwszej fazie prowadzi drogą pożarową by po 15 minutach wejść w polanę i dalej w las, aż spotkamy stary szlak, który już prowadzi nas po staremu do celu. W ten sposób obchodzimy gospodarstwo przez które kiedyś się przechodziło, ale widocznie turyści im poniszczyli za bardzo łąki i pola i zakazali chodzenia tamtędy, więc PTTK musiał wytyczyć nowy szlak. Po w sumie 2 godzinach schodzenia znaleźliśmy się na Kubalonce i jeszcze udało się nam zdążyć na autobus do domku :)


Cała nasza wycieczka Cieszyn-Ustroń Polana-Wielka Czantoria-Soszów-Stożek Wielki-Kubalonka-Cieszyn trwała 8 godzin wraz z przejazdami autobusami, a przeszliśmy jakieś 20km.
Było cudnie :) i akumulatory naładowane na kolejny tydzień pracy...

niedziela, 7 maja 2017

Majówka

W tym roku postanowiłam sobie, że biorę 3 dni urlopu i wypoczywam, aż 9 dni :) W pracy udało się to załatwić także można było sobie rezerwować miejsce w Wiśle Malince w ośrodku Geovita, do którego często z Rodzicami wracamy. Cisza, las, szlaki turystyczne to dla mnie raj na ziemi ;)


Trochę martwiłam się o pogodę, ale na szczęście nie było tak źle i można było pochodzić po górach, pospacerować (było gdzie). Pochodziliśmy też trochę po centrum Wisły, pozaglądali jak i co się pozmieniało, bo zawsze się coś zmienia...

Udało się dwa razy wyskoczyć w góry - na Kamienny i na Pętlę Cieńkowską.



Na Kamienny wybraliśmy się 1-go maja na tradycyjny złaz 1-wszo majowy. Pogoda dopisała - słońce i lekki wiatr towarzyszył nam przez całą wędrówkę. Wyruszyliśmy z Tatą zielonym szlakiem z Wisły Nowa Osada, który w początkowej fazie biegnie obok wyciągu krzesełkowego by później "przeciąć" wyciąg i wejść do lasu, gdzie możemy się schronić przed słońcem. Dalej wspinamy się na Smerekowiec by później zejść w dół i połączyć się ze szlakiem żółtym, który idzie od Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy do Trzech Kopcy Wiślańskich i za jakieś 20 minut jesteśmy na Kamiennym. Tam upiekłam sobie kiełbaskę na ognisku co już jest tradycją :) Pogadaliśmy ze znajomymi i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wróciliśmy się żółtym szlakiem na Trzy Kopce Wiślańskie i stamtąd poszliśmy zielonym szlakiem do Gościejowa. Jak na pierwszy raz w górach po roku to było nieźle ;)


Parę dni później poszliśmy na Pętlę Cieńkowską. Rozpoczęliśmy ją od Cieńkowa, wyjechaliśmy wyciągiem na górę i przeszliśmy sobie spacerkiem do skoczni narciarskiej im. Adama Małysza. Fajne miejsce na odpoczynek, rozmyślanie, pobycie samemu ze sobą, naturą.


Popołudniami i wieczorami wybieraliśmy się na spacery, gdzie podziwialiśmy takie widoki. 
Górny lewy róg to widok z mojego pokoju :)

Człowiek fantastycznie odpoczął i naładował baterię na kolejne miesiące pracy, bo mój urlop dopiero początkiem października.

piątek, 6 lipca 2012

III Rajd Turystyczno-Krajoznawczy "Samochodem przez Beskidzką 5" 30.06.2012

Impreza się udała :) Ludzie dopisali i pogoda też. Dawno nie było tak ciepło i słonecznie. Na starcie stanęły 24 załogi, które reprezentowały rodzinę, gminę Beskidzkiej 5 oraz gości, czyli turystów.
Rajd składał się z pytań wiedzowych oraz konkurencji sprawnościowych, ale przede wszystkim głównym celem rajdu było zaprezentowanie walorów turystycznych i krajobrazowych gmin Beskidzkiej 5.
W tym roku miałam przyjemność być na trasie i pooglądać niektóre konkurencje :) Wśród nich moim wielkim faworytem były kajaki w Ustroniu. Przy tej konkurencji była naprawdę świetna zabawa :) 







Impreza znów była za mało wypromowana przez gminy, które jakoś niespecjalnie się garną do spraw logistycznych, a chciałyby zbierać laury, na które pracują ludzie z Automobilklub Cieszyńskiego. Ale mam nadzieję, że kolejne imprezy będą już bardziej medialne i reprezentowane przede wszystkim przez władze samorządowe.




Sędziom należą się wielkie podziękowania za wspaniałą pracę na poszczególnych punktach rajdu, bo tak naprawdę to oni tworzą imprezę, na której ktoś może się pobawić :)




Do zobaczenia mam nadzieję w przyszłym roku w liczniejszym gronie, z taką samą pogodą i w wyśmienitych humorach :)


Wyniki rajdu