W Poniedziałek Wielkanocny wybrałam się z Darią w góry, bo stwierdziłyśmy, że dość siedzenia i jedzenia świątecznych wypieków.
Wybrałyśmy szlak z Brennej Centrum na Błatnią, bo blisko, a i pora wyjścia była późna (godzina 10:45). Ruszyłyśmy szlakiem czarnym i po 35 minutach dołączyłyśmy do szlaku zielonego, który idzie z Brennej, ul. Wyzwolenia 18 (jest to jeden przystanek autobusowy wcześniej niż centrum). Od połączenia się szlaków była jeszcze 1h15min do schroniska także taki przyjemny spacerek.
w drodze na Błatnią
Pogoda piękna, słońce, śnieg iście bajkowa sceneria. Po drodze napotkałyśmy tylko paru turystów natomiast w schronisku było już pełno. Widać było, że większość postanowiła się przejeść po sytej niedzieli ;)
schronisko na Błatniej
Posiedziałyśmy trochę w schronisku, napiłyśmy się herbatki i piwka, przekąsiłyśmy co nieco i udałyśmy się dalej w stronę Klimczoka. Poszłyśmy dalej żółtym szlakiem, po drodze zatrzymując się w punkcie widokowym, który latem jest oblegany przez turystów, bo obok jest przyjemna polana na, której można się rozłożyć. Nacieszyłyśmy oczy zimowym widokiem Skrzycznego i Bielska-Białej i poszłyśmy dalej spotykając już więcej ludzi na szlaku.
W tą stronę las był iście zimowy i bajkowy, gałęzie jeszcze obsypane śniegiem tworzyły niesamowity obraz, który musiał zostać przez nas uwieczniony na zdjęciach :) Po jakiś 30-40 minutach odbiłyśmy ze szlaku w prawo i już bez szlaku schodziłyśmy do Brennej. Tutaj już była inna sceneria, bo wiosenno-jesienna i ani grama śniegu. Dookoła las, śpiew ptaków, promienie słońca, które nas wygrzewały. Wyszłyśmy przy Karczmie pod Skalicą w Brennej Bukowej skąd zabrał nas do Cieszyna mąż od Darii.
Taka pętelka zajęła nam około 5h łącznie z przerwą w schronisku.
Dawno nie szłam już tym szlakiem i z przyjemnością oglądałam widoki i kapliczki, które napotyka się na tym szlaku. Szlak jest bardzo przyjazny także można się nim przejść z dziećmi czy też z osobami, które nie mają zbyt dobrej kondycji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz