Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brenna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brenna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Brenna Centrum - Błatnia - Brenna Bukowa


W Poniedziałek Wielkanocny wybrałam się z Darią w góry, bo stwierdziłyśmy, że dość siedzenia i jedzenia świątecznych wypieków.


Wybrałyśmy szlak z Brennej Centrum na Błatnią, bo blisko, a i pora wyjścia była późna (godzina 10:45). Ruszyłyśmy szlakiem czarnym i po 35 minutach dołączyłyśmy do szlaku zielonego, który idzie z Brennej, ul. Wyzwolenia 18 (jest to jeden przystanek autobusowy wcześniej niż centrum). Od połączenia się szlaków była jeszcze 1h15min do schroniska także taki przyjemny spacerek.

 w drodze na Błatnią

Pogoda piękna, słońce, śnieg iście bajkowa sceneria. Po drodze napotkałyśmy tylko paru turystów natomiast w schronisku było już pełno. Widać było, że większość postanowiła się przejeść po sytej niedzieli ;)

 schronisko na Błatniej

Posiedziałyśmy trochę w schronisku, napiłyśmy się herbatki i piwka, przekąsiłyśmy co nieco i udałyśmy się dalej w stronę Klimczoka. Poszłyśmy dalej żółtym szlakiem, po drodze zatrzymując się w punkcie widokowym, który latem jest oblegany przez turystów, bo obok jest przyjemna polana na, której można się rozłożyć. Nacieszyłyśmy oczy zimowym widokiem Skrzycznego i Bielska-Białej i poszłyśmy dalej spotykając już więcej ludzi na szlaku.


W tą stronę las był iście zimowy i bajkowy, gałęzie jeszcze obsypane śniegiem tworzyły niesamowity obraz, który musiał zostać przez nas uwieczniony na zdjęciach :) Po jakiś 30-40 minutach odbiłyśmy ze szlaku w prawo i już bez szlaku schodziłyśmy do Brennej. Tutaj już była inna sceneria, bo wiosenno-jesienna i ani grama śniegu. Dookoła las, śpiew ptaków, promienie słońca, które nas wygrzewały. Wyszłyśmy przy Karczmie pod Skalicą w Brennej Bukowej skąd zabrał nas do Cieszyna mąż od Darii.


Taka pętelka zajęła nam około 5h łącznie z przerwą w schronisku.
Dawno nie szłam już tym szlakiem i z przyjemnością oglądałam widoki i kapliczki, które napotyka się na tym szlaku. Szlak jest bardzo przyjazny także można się nim przejść z dziećmi czy też z osobami, które nie mają zbyt dobrej kondycji.

czwartek, 5 października 2017

Szczyrk-Szyndzielnia-Klimczok-Przełęcz Karkoszczonka-Brenna Bukowa

Dzisiaj mieliśmy zaplanowaną wycieczkę na Skrzyczne, ale po przyjeździe do Bielska stwierdziliśmy, że pojedziemy pod Szyndzielnię i na Klimczok. Pogoda nie za bardzo do podziwiania widoków, więc stwierdziliśmy, że szkoda iść na Skrzyczne i nic nie pooglądać.


Pojechaliśmy pod Szyndzielnię autobusem numer 8, a stamtąd podeszliśmy pod kolejkę i wyjechaliśmy sobie na Szyndzielnię. Lekka mżawka już się zebrała i towarzyszyła nam do schroniska na Szyndzielni. Tata poszedł do schroniska po pamiątkowe pieczątki do zeszytu, a ja porobiłam sobie parę zdjęć, bo jeszcze coś było widać ;)


Do schroniska pod Klimczokiem mieliśmy 30 minut szlakiem czerwonym i żółtym, bo razem sobie szły przez jakieś 20 minut, a potem się rozdzielały. Żółty szedł na szczyt Klimczoka, a czerwony go omijał. My wybraliśmy czerwony, bo i tak nic byśmy nie zobaczyli ze szczytu Klimczoka. Pojawiająca się coraz gęstsza mgła skutecznie utrudniała widoczność, a i drobny deszcz też robił swoje. Po wyjściu na polanę pod szczytem zobaczyliśmy bardzo duży ubytek w lesie.


Poszliśmy do schroniska zjeść nasz posiłek i trochę się zagrzać, bo wiało jak nie wiem co :)
Schronisko w środku bardzo ładnie odnowione, wystrój bardzo góralski, a i gospodarze młodzi i sympatyczni :) Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że będziemy schodzić do Brennej przez Karkoszczonke, a nie przez Błatnią, bo pogoda się bardzo szybko pogorszyła. Zaczęło więcej padać i zrobiła się bardzo gęsta mgła.


Na Przełęcz Karkoszczonkę poszliśmy czerwonym szlakiem, który zapowiadał nam 45 minut marszu. Dokładnie tyle też szliśmy, bo trzeba było bardzo uważać, żeby gdzieś nie podjechać i nie skręcić sobie nogi. Deszcz dalej padał i nie chciał przestać. Momentami wiało niemiłosiernie. Po dotarciu na Karkoszczonkę odszukaliśmy kolejny drogowskaz, który tym razem pokazywał nam szlak żółty i 40 minut wędrówki. Początkowo szlak szedł lasem i trochę uniknęliśmy deszczu, ale później już był poprowadzony asfaltem i niestety dolało nam...
Na szczęście busik czekał na przystanku także mogliśmy spokojnie się do niego zapakować i wrócić z powrotem do domku :)