czwartek, 5 października 2017

Szczyrk-Szyndzielnia-Klimczok-Przełęcz Karkoszczonka-Brenna Bukowa

Dzisiaj mieliśmy zaplanowaną wycieczkę na Skrzyczne, ale po przyjeździe do Bielska stwierdziliśmy, że pojedziemy pod Szyndzielnię i na Klimczok. Pogoda nie za bardzo do podziwiania widoków, więc stwierdziliśmy, że szkoda iść na Skrzyczne i nic nie pooglądać.


Pojechaliśmy pod Szyndzielnię autobusem numer 8, a stamtąd podeszliśmy pod kolejkę i wyjechaliśmy sobie na Szyndzielnię. Lekka mżawka już się zebrała i towarzyszyła nam do schroniska na Szyndzielni. Tata poszedł do schroniska po pamiątkowe pieczątki do zeszytu, a ja porobiłam sobie parę zdjęć, bo jeszcze coś było widać ;)


Do schroniska pod Klimczokiem mieliśmy 30 minut szlakiem czerwonym i żółtym, bo razem sobie szły przez jakieś 20 minut, a potem się rozdzielały. Żółty szedł na szczyt Klimczoka, a czerwony go omijał. My wybraliśmy czerwony, bo i tak nic byśmy nie zobaczyli ze szczytu Klimczoka. Pojawiająca się coraz gęstsza mgła skutecznie utrudniała widoczność, a i drobny deszcz też robił swoje. Po wyjściu na polanę pod szczytem zobaczyliśmy bardzo duży ubytek w lesie.


Poszliśmy do schroniska zjeść nasz posiłek i trochę się zagrzać, bo wiało jak nie wiem co :)
Schronisko w środku bardzo ładnie odnowione, wystrój bardzo góralski, a i gospodarze młodzi i sympatyczni :) Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że będziemy schodzić do Brennej przez Karkoszczonke, a nie przez Błatnią, bo pogoda się bardzo szybko pogorszyła. Zaczęło więcej padać i zrobiła się bardzo gęsta mgła.


Na Przełęcz Karkoszczonkę poszliśmy czerwonym szlakiem, który zapowiadał nam 45 minut marszu. Dokładnie tyle też szliśmy, bo trzeba było bardzo uważać, żeby gdzieś nie podjechać i nie skręcić sobie nogi. Deszcz dalej padał i nie chciał przestać. Momentami wiało niemiłosiernie. Po dotarciu na Karkoszczonkę odszukaliśmy kolejny drogowskaz, który tym razem pokazywał nam szlak żółty i 40 minut wędrówki. Początkowo szlak szedł lasem i trochę uniknęliśmy deszczu, ale później już był poprowadzony asfaltem i niestety dolało nam...
Na szczęście busik czekał na przystanku także mogliśmy spokojnie się do niego zapakować i wrócić z powrotem do domku :)

Brak komentarzy: