Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 sierpnia 2017

Pasmo Wielkiej Fatry

U nas to święto i dzień wolny od pracy, a na Słowacji normalny dzień pracy także był to fantastyczny dzień na wypad w góry, bo na szlaku pusto i cicho. Człowiek może na spokojnie, bez pośpiechu po obcować z naturą...

Ploska
 
Nasz dzisiejszy cel to pasmo Wielkiej Fatry, które jest przyjemne, prawie płaskie. Idealne na wędrówki dla każdego, bo najwyższe szczyty jakie dzisiaj zdobyliśmy to Ploska 1 532 m npm i Borisov 1 510 m npm. Widoki niesamowite, bo też i pogoda nam dopisała. Słoneczko, wiaterek i chmurki towarzyszyły nam przez cały dzień. 

Borisov
 
Zrobiliśmy sobie pętelkę liczącą 6 - 7 godzin wędrówki, ale jakże przyjemnej. Człowiek miał ochotę rozłożyć się na tej trawie i kontemplować, bo tak tam przyjemnie. Aż nie chciało się wracać do domu...


Dziękuję Daria, Rafał i Tomek, że znów zabraliście mnie ze sobą :)


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Baranec 2184m npm

W sobotę wieczór dostałam SMSa od Darii z zapytaniem czy nie chciałabym się przejechać w góry na Słowację. Po sprawdzeniu nazwy szczytu w internecie okazało się, że to są Tatry Zachodnie i będziemy się wspinać na ponad 2tys m npm. Nigdy nie byłam w Tatrach, więc odpisałam, że bardzo chętnie się z nimi wybiorę :) Po wszystkich uzgodnieniach spakowałam plecak i poszłam wcześniej spać, bo czekała mnie pobudka o 4 rano.


Niedziela przywitała nas przyjemną pogodą, nie za ciepło, nie za zimno. W sam raz na wycieczkę w góry :) Po 5 rano wyjechaliśmy w czteroosobowym składzie - Daria, Rafał, Tomek i ja. Tomek był naszym przewodnikiem, bo on najbardziej z nas wszystkich zna Tatry. Po prawie 3 godzinnej jeździe samochodem (były objazdy) dotarliśmy do Žiarskiej Doliny skąd zaczynała się nasza wycieczka.
Ruszyliśmy żółtym szlakiem, który po 3:30h miał nas zaprowadzić na Baranec - cel naszej dzisiejszej wycieczki. Początkowo trasa prowadziła w lesie by stopniowo zmienić się w kamienistą drogę z kosodrzewinami i niesamowitymi widokami dookoła. Podczas całej wspinaczki towarzyszył nam lekki wiaterek, który sprawiał, że to podejście nie było takie męczące. Po 3:30h wspinaczce ujrzeliśmy Baranec w pełnej krasie :) Ze szczytu rozpościerały się niesamowite widoki, które chłonęliśmy jedząc zasłużony posiłek zebrany ze sobą.


Po kontemplacji widoków, posiłku, kilkudziesięciu zdjęciach udaliśmy się w dalszą drogę szlakiem żółtym. Patrząc z góry na naszą dalszą drogę nie było niestety widać tego co ujrzeliśmy przed sobą po kilkunastu krokach. Zobaczyliśmy dość ostre zejście w dół po kamieniach, które nie do końca były stabilne... W tym miejscu byłam lekko przerażona i zastanawiałam się jak ja zejdę na dół. Na szczęście Tomek znalazł z boku szlaku ścieżkę, którą powolutku schodziliśmy ten fragment. Dalej nie było już tak strasznie, choć po jednej i drugiej stronie szlaku były przepaście w dół. To akurat okazało się trochę nieciekawe dla Darii, ale na spokojnie, powolutku dała radę i przeszła ten newralgiczny dla niej moment szlaku. Dalej na Žiarske Sedlo było już spokojniej. Tutaj żółty szlak przeszedł w zielony i zaprowadził nas do Žiarskiej Chaty :) Szlak był przyjemny i cały czas po lewej stronie widzieliśmy Baranec. Pogoda była jak na zamówienie - słoneczko i wiaterek. 


W schronisku posililiśmy się - jedni złocistym trunkiem, inni napojami bezalkoholowymi :) 
Od schroniska czekał nas jeszcze godzinny marsz na parking do samochodu. Chłopaki chcieli zjechać na hulajnogach, ale my z Darią nie koniecznie, więc panowie musieli iść z nami na piechotę.
Po drodze były rozmowy, śmiechy, sprawdzanie kto się lepiej opalił (spalił?) i potwierdzenie, że z dobrej strony wybraliśmy się na tą wycieczkę. Okazało się jeszcze z Darią pobiłyśmy wysokość zdobytych szczytów - żadna z nas jeszcze nie była tak wysoko!


Ta niedziela była bardzo fantastyczna i nie zapomniana. Spędzona w tak niesamowitym towarzystwie, które podziela moją pasję do chodzenia po górach :) Takich ludzi na swojej drodze spotykam coraz mniej...