niedziela, 22 kwietnia 2018

Wisła Czarne Fojtula-Barania Góra-Przysłop-Stecówka-Kubalonka

W czwartek wybrałam się z Darią na Baranią Górę, bo jeszcze wybieramy stary urlop, a pogoda się fantastyczna zapowiadała to trzeba było skorzystać ;)
Do Wisły Czarne Fojtula podwiózł nas Rafał, mąż Darii, bo miał drugą zmianę.

 Kaskady Rodła

O 8:15 wyruszyłyśmy na niebieski szlak prowadzący na Baranią Górę źródłami Białej Wisełki. Po drodze piękne widoki, Kaskady Rodła (wodospad) i poranne słońce, które robiło atmosferę. Śpiew ptaków, wiosenny las i nikogo poza nami na szlaku. Cudownie!
Szłyśmy nieśpiesznie ciesząc się otaczającym nas lasem, widokami i świadomością, że nie musimy być dzisiaj zamknięte w budynku w pracy.

 wieża widokowa na Baraniej Górze

Po 2h i 15 minutach dotarłyśmy na szczyt, gdzie rozpościera się piękny widok na Beskid Mały i Żywiecki. Daria została na dole, a ja weszłam jeszcze na wieżę widokową by zobaczyć te widoki z szerszej perspektywy. Na wieży są tabliczki z opisami szczytów górskich jakie możemy zobaczyć z trzech różnych stron. Najlepsza widoczność była na Beskid Śląski, Beskid Żywiecki był za mgłą, a Beskidu Małego niestety nie było widać.

z Darią

Wieża jest zbudowana z takich dziurawych kratek przez, które widać to co jest pod nami. Także jeśli ktoś nie ma lęku wysokości to zachęcam by wejść i zobaczyć te widok z góry. Na Baraniej Górze zostałyśmy jeszcze na chwilkę by coś przekąsić, napić się i nacieszyć oczy widokami.

 widok na Beskid Żywiecki

Nasz niebieski szlak połączył się z zielonym od Skrzycznego i czerwonym od Węgierskiej Górki i tak sobie szłyśmy z tymi szlakami do schroniska na Przysłopie. Drogowskaz pokazywał 45 minut marszu i tyle też nam to zajęło. Po drodze równie pięknie i cicho tylko śpiew ptaków nam towarzyszył. Dochodząc do schroniska minęliśmy grupkę ludzi, która szła w kierunku Baraniej Góry także w schronisku byłyśmy same. Postanowiłyśmy posiedzieć sobie na balkonie, bo taka piękna pogoda to, aż szkoda siedzieć w pomieszczeniu.

 

Po uzupełnieniu płynów, zjedzeniu śniadania, które miałyśmy w plecakach i nałapaniu witaminy D poszłyśmy czerwonym szlakiem w kierunku Kubalonki. Czekał na nas 2h spacer przez las i z towarzyszeniem śpiewu ptaków. Po 1h dotarłyśmy na Stecówkę, gdzie kiedyś było otwarte schronisko, a teraz jest niestety zamknięte. Poszłyśmy dalej asfaltem, a po 30 minut weszłyśmy w las i tak sobie wśród drzew dotarłyśmy na Szarculę skąd już 10 minut asfaltem na Kubalonkę.


O 15:05 byłyśmy na Kubalonce, stamtąd pojechałyśmy o 15:31 autobusem (Wispol) do Cieszyna.
Zadowolone i szczęśliwe dotarłyśmy do naszych domów po 17 :) Po drodze zaplanowałyśmy sobie jeszcze podobny wypad w środku tygodnia w maju. Także zobaczymy co nam z tego wyjdzie :)

Brak komentarzy: