W zeszłą
niedzielę wybrałam się z tatą w góach, bo pogoda dopisywała i trzeba było
wykorzystać wolny termin od rajdów ;)
Wyjechaliśmy
z samego rana autobusem do Ustronia Polany. Tam postanowiliśmy wyjechać sobie
wyciągiem do góry by skrócić sobie wędrówkę ;) Pooglądaliśmy sobie ładną
panoramę Ustronia, która rozpościerała się za naszymi plecami. Po dotarciu na
Wielką Czantorię przybiliśmy sobie pieczątkę i wyruszyliśmy dalej szlakiem
czerwonym na Soszów. Po godzinnej wędrówce czekała na nas niespodzianka na
Soszowie, gdyż naszym oczom ukazał się wyciąg krzesełkowy, którego rok temu nie
było. Teraz można sobie zjechać do Jawornika za 5 złotych, a wyjechać za 9
złotych.
Po obejrzeniu z każdej możliwej strony wyciągu udaliśmy się
dalej do naszego celu, czyli Wielkiego Stożka. Po drodze skusiliśmy się na
ostrężynki i boróweczki, które jeszcze trzymały się na krzaczkach. Po dotarciu
do schroniska zjedliśmy nasze śniadanko, wypiliśmy herbatkę (ja) i kawkę
(tata), kupiliśmy naklejki, przybiliśmy pieczątki i wyruszyliśmy dalej. Naszym
końcowym przystankiem była Kubalonka. Wybraliśmy malowniczy czerwony szlak
przez Kiczory, gdzie były duże, słodziutkie boróweczki, które musiały zostać
skonsumowane ;)
Po dwóch
godzinkach równego marszu byliśmy na Kubalonce. Pooglądaliśmy trasy biegowe,
które się ładnie prezentują i strzelnica biathlonowa też. Serpentyny też się
ładnie prezentują choć węzeł komunikacyjny na Kubalonce jest trochę fatalnie
rozwiązany, ale zobaczymy jak się to będzie spisywało później.
Do domu
dotarliśmy po dwugodzinnej jeździe z powodu godzinnego korka do Wisły. To po
prostu był koszmar, ale niestety i takie rzeczy się zdarzają ;)
Pomijając
powrót warto było po odpoczywać na świeżym powietrzu, gdzie był szum lasu i
śpiew ptaków :)