piątek, 14 sierpnia 2009

Barania Góra i skocznia w Wiśle Malince



Po długim niebycie w górach w końcu udało mi się trochę przewędrować. Wybrałam się z tatą by trochę pooddychać świeżym powietrzem i posłuchać śpiewu ptaków. Wybraliśmy jedną z moich ulubionych tras, a mianowicie wędrówkę źródłami Białej i Czarnej Wisełki. 





Wyruszyliśmy z Cieszyna autobusem w stronę Wisły. Tam przesiedliśmy się do kolejnego autobusu w kierunku Wisły Czarne Fojtula. Po wyjściu z autobusu spojrzeliśmy na drogowskaz oznaczony szlakiem niebieskim - Barania Góra 2,5 h. Pierwsze 45 minut przebyliśmy po asfalcie po drodze zrzucając swetry, bo się ciepło zrobiło ;) Potem zaczęliśmy się powolutku wspinać w lesie cały czas mając po prawej stronie Białą Wisełkę, która była obiektem moich zdjęć. Niestety nie ma już wspaniałego wodospadu parę minut pod szczytem :( Na Baraniej Górze 1220m npm przeżyliśmy szok, bo las został doszczętnie wycięty od strony szlaku na Skrzyczne. Niestety te zniszczenia są powodowane zarazą, która dotyka tylko drzewa iglaste. Na szczycie weszliśmy sobie na wieżę widokową pooglądać cudowną panoramę Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, który był za leciutką mgłą. Porobiliśmy zdjęcia i szlakiem czerwonym udaliśmy się do schroniska na Przysłopie. Dotarliśmy tam po 45 minutach marszu z przeszkodami (było strasznie mokro i trzeba było szukać suchych miejsc, a ja się przy okazji w błotku skąpałam).



W schronisku zjedliśmy sobie posiłek, napiliśmy się herbatki z termosu i udaliśmy się kawałeczek szlakiem czerwonym, a później czarnym do Wisły Czarne. Tym razem po lewej stronie biegła sobie Czarna Wisełka, która również została sfotografowana. Po godzinnym marszu dotarliśmy do Wisły Czarne, przeszliśmy sobie do zapory wodnej w Wiśle Czarne i pooglądaliśmy sobie jak Biała i Czarna Wisełka wpada do zapory. Przeszliśmy kolejną godzinkę i znaleźliśmy się w Malince.
W Wiśle Malince postanowiliśmy wyjechać wyciągiem na skocznię narciarską i obejrzeć z góry jak czują się skoczkowie siedząc na belce. Widok jest niesamowity i podziwiam ich za to, że nie boją się skakać z takiej wysokości. Nie mam lęku wysokości, ale za nic na świecie nie usiadłabym na belce startowej ;) Potem obejrzeliśmy również widownię, która jest strasznie malutka.
Poszliśmy na autobus i wróciliśmy do domku. Pogoda nam dopisała, bo było słoneczko, wiaterek i temperatura do wytrzymania ;)

Brak komentarzy: