Po długim niebycie w górach w końcu udało mi się trochę
przewędrować. Wybrałam się z tatą by trochę pooddychać świeżym powietrzem i
posłuchać śpiewu ptaków. Wybraliśmy jedną z moich ulubionych tras, a mianowicie
wędrówkę źródłami Białej i Czarnej Wisełki.
Wyruszyliśmy z Cieszyna autobusem w stronę Wisły. Tam
przesiedliśmy się do kolejnego autobusu w kierunku Wisły Czarne Fojtula. Po
wyjściu z autobusu spojrzeliśmy na drogowskaz oznaczony szlakiem niebieskim -
Barania Góra 2,5 h. Pierwsze 45 minut przebyliśmy po asfalcie po drodze
zrzucając swetry, bo się ciepło zrobiło ;) Potem zaczęliśmy się powolutku
wspinać w lesie cały czas mając po prawej stronie Białą Wisełkę, która była
obiektem moich zdjęć. Niestety nie ma już wspaniałego wodospadu parę minut pod
szczytem :( Na Baraniej Górze 1220m npm przeżyliśmy szok, bo las został
doszczętnie wycięty od strony szlaku na Skrzyczne. Niestety te zniszczenia są
powodowane zarazą, która dotyka tylko drzewa iglaste. Na szczycie weszliśmy
sobie na wieżę widokową pooglądać cudowną panoramę Beskidu Śląskiego i
Żywieckiego, który był za leciutką mgłą. Porobiliśmy zdjęcia i szlakiem
czerwonym udaliśmy się do schroniska na Przysłopie. Dotarliśmy tam po 45
minutach marszu z przeszkodami (było strasznie mokro i trzeba było szukać
suchych miejsc, a ja się przy okazji w błotku skąpałam).
W schronisku
zjedliśmy sobie posiłek, napiliśmy się herbatki z termosu i udaliśmy się
kawałeczek szlakiem czerwonym, a później czarnym do Wisły Czarne. Tym razem po
lewej stronie biegła sobie Czarna Wisełka, która również została
sfotografowana. Po godzinnym marszu dotarliśmy do Wisły Czarne, przeszliśmy
sobie do zapory wodnej w Wiśle Czarne i pooglądaliśmy sobie jak Biała i Czarna
Wisełka wpada do zapory. Przeszliśmy kolejną godzinkę i znaleźliśmy się w
Malince.
W Wiśle
Malince postanowiliśmy wyjechać wyciągiem na skocznię narciarską i obejrzeć z
góry jak czują się skoczkowie siedząc na belce. Widok jest niesamowity i
podziwiam ich za to, że nie boją się skakać z takiej wysokości. Nie mam lęku
wysokości, ale za nic na świecie nie usiadłabym na belce startowej ;) Potem
obejrzeliśmy również widownię, która jest strasznie malutka.
Poszliśmy na
autobus i wróciliśmy do domku. Pogoda nam dopisała, bo było słoneczko, wiaterek
i temperatura do wytrzymania ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz