Dziś
wybrałam się w góry, bo mam urlop, a jakoś nie było kiedy się wybrać. Stwierdziliśmy
z tatą, że trzeba się gdzieś wyrwać i pochodzić po naszych Beskidach.
Pogoda nie
była za bardzo sprzyjająca, ale nie daliśmy się jej :) Gdy dotarliśmy na
Kubalonkę pogoda dalej była wisząca, ale chmury nie były za ciężkie także można
było zacząć marsz czerwonym szlakiem.
W miarę
zbliżania się do schroniska pogoda się pogarszała i w pewnym momencie przeszła
w tak gęstą mgłę, że nie było prawie nic widać. W schronisku zagrzaliśmy się
trochę herbatą i kawką i ruszyliśmy dalej skracając wycieczkę, bo
stwierdziliśmy, że z tej pogody nic dobrego nie będzie. Schodziliśmy zielonym
szlakiem do Łabajowa i w miarę obniżenia się wysokości pogoda robiła się coraz
ładniejsza, a w Wiśle to już było prawdziwe słoneczko :)
Pochodziliśmy
sobie trochę po centrum i potem pojechaliśmy do domku. Cieszę się z tej
wędrówki, bo jakoś w tym roku brakuje mi gór i każdy wypad jest cenny ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz