Długo
zastanawiałam się czy w ogóle jechać na ten rajd, bo to całą Polskę trzeba
przejechać, ale koniec końców pojechałam. Jakoś w tym roku nie powalił mnie na
kolana ten rajd. Co prawda było paru dobrych zawodników, ale jednak nie było to
to co zawsze. Bryan Bouffier jako "0" był niesamowity :) Krzysztof
Hołowczyc również pokazał, że jeszcze pamięta jak się jeździ w rajdach szutrowych.
Pogoda wymarzona, bo lekki wiaterek, słoneczko i sucho; kibiców też nie wielu
także tym razem na zabezpieczeniu było spokojnie i to chyba był największy plus
tego całego wyjazdu.
Wstawaliśmy jak zawsze o niemożliwie wczesnej godzinie, ale potem ten cudowny
wschód słońca wynagradzał wszystko :) Towarzystwo było bardzo przyjemne i mimo,
że pojechaliśmy w dwie różne ekipy to spaliśmy w tym samym miejscu i mogłam się
spotkać z Klaudią :) Bardzo miło znów pogadać, bo w tym roku jakoś rzadko się
widujemy.
Naszym kierownikiem był Marek, do którego już parę razy jeździliśmy. Odcinki
mieliśmy w miarę blisko i nie były tak długie. Tym razem miałam w miarę
miejsca, choć w drugim dniu to było tak nieciekawe miejsce, ale dałam radę.
Dziękuję
wszystkim za mile spędzony czas :)