środa, 8 września 2010

36 Rajd Warszawski 03-05.09.2010

Kolejny szutrowy rajd w mojej karierze. Jechałam pełna obaw co do kibiców, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć, ale jak się okazało później strach ma wielkie oczy :) 
Przyjechaliśmy w czwartek do naszej bazy w Skępe, rozlokowaliśmy się w pokojach i trochę pozwiedzaliśmy okolicę, bo nasz kierownik miał przyjechać wieczorem. Po przyjeździe okazało się, że dopiero w piątek będziemy taśmować odcinki i to jeszcze nie wiadomo o której godzinie, bo busa dopiero rano będzie się pakować. Wyjechaliśmy w piątek przed południem i zataśmowaliśmy tylko jeden odcinek, bo niestety na drugi nie było już szansy zajechać po widoku. 


Po przyjeździe do ośrodka dostaliśmy kolację. Po kolacji okazało się, że jedna ekipa sędziów nie dojechała i my jako, że mamy licencje wskoczymy za nich na punkty. Mnie przypadł w udziale PKC :) Tata dostał start, Antoś metę stop.
W sobotę czekała nas pobudka o 5 rano, ale z przyjemnością wstawałam :) Po dojechaniu na odcinek okazało się, że mamy trochę czasu do przyjazdu naszej szefowej, ale umililiśmy sobie to wygłupami. 
Na PKCu byłam z bardzo sympatyczną dziewczyną Marysią, z którą bez problemu się dogadałam i miło spędziłyśmy te kilka godzin :)


Po skończeniu odcinka i posprzątaniu udaliśmy się na obiadek do ośrodka. Było trochę problemów z dostaniem się do środka, ale w końcu się nam udało. Po obiedzie dowiedzieliśmy się z tatą, że w niedzielę będziemy, gdzie indziej pracować. Mieliśmy robić komasację w Sierpcu. Czekała nas pobudka o 4 rano co nie za bardzo miło się przedstawiało.
W niedzielę wstanęliśmy nie za bardzo wyspani, ale Boguś nas zawiózł do Sierpca, gdzie czekał na nas kierownik całego regrupingu - Wojciech Sobczyk. Na miejscu okazało się, że zaczynamy pracę od parku ferme, a dopiero potem komasacja i przegrupowanie. Na szczęście pomógł nam Bartek i jakoś to sprawnie poszło. Po wyjeździe rajdówek z parku mieliśmy trochę czasu i opalaliśmy się w słoneczku, bo było zimno. Po jakiś 3 może 4 godzinach nadszedł czas na komasację, a zaraz po niej udaliśmy się na stadion, gdzie miała być meta, a bezpośrednio przed nią przegrupowanie. 
Na początek przyjechali rajdowcy startujący w Szutrowym Pucharze Polski, a kiedy po nich na stadion wjechało Subaru wiedziałam już, że Kajtek wygrał rajd :) 
Gdy podjechali do nas pogratulowaliśmy z tatą Kajtkowi i Jarkowi zwycięstwa w rajdzie.
Po zakończeniu reszta ekipy po nas przyjechała i poszliśmy na obiadek, a potem pojechaliśmy do domu.
Dziękuję za mile spędzony czas :)

Brak komentarzy: