Kolejny
szutrowy rajd w mojej karierze. Jechałam pełna obaw co do kibiców, z którymi
przyjdzie mi się zmierzyć, ale jak się okazało później strach ma wielkie oczy
:)
Przyjechaliśmy
w czwartek do naszej bazy w Skępe, rozlokowaliśmy się w pokojach i trochę
pozwiedzaliśmy okolicę, bo nasz kierownik miał przyjechać wieczorem. Po
przyjeździe okazało się, że dopiero w piątek będziemy taśmować odcinki i to
jeszcze nie wiadomo o której godzinie, bo busa dopiero rano będzie się pakować.
Wyjechaliśmy w piątek przed południem i zataśmowaliśmy tylko jeden odcinek, bo
niestety na drugi nie było już szansy zajechać po widoku.
Po przyjeździe
do ośrodka dostaliśmy kolację. Po kolacji okazało się, że jedna ekipa sędziów
nie dojechała i my jako, że mamy licencje wskoczymy za nich na punkty. Mnie
przypadł w udziale PKC :) Tata dostał start, Antoś metę stop.
W sobotę
czekała nas pobudka o 5 rano, ale z przyjemnością wstawałam :) Po dojechaniu na
odcinek okazało się, że mamy trochę czasu do przyjazdu naszej szefowej, ale
umililiśmy sobie to wygłupami.
Na PKCu
byłam z bardzo sympatyczną dziewczyną Marysią, z którą bez problemu się
dogadałam i miło spędziłyśmy te kilka godzin :)
Po
skończeniu odcinka i posprzątaniu udaliśmy się na obiadek do ośrodka. Było
trochę problemów z dostaniem się do środka, ale w końcu się nam udało. Po
obiedzie dowiedzieliśmy się z tatą, że w niedzielę będziemy, gdzie indziej
pracować. Mieliśmy robić komasację w Sierpcu. Czekała nas pobudka o 4 rano co
nie za bardzo miło się przedstawiało.
W niedzielę
wstanęliśmy nie za bardzo wyspani, ale Boguś nas zawiózł do Sierpca, gdzie
czekał na nas kierownik całego regrupingu - Wojciech Sobczyk. Na miejscu
okazało się, że zaczynamy pracę od parku ferme, a dopiero potem komasacja i
przegrupowanie. Na szczęście pomógł nam Bartek i jakoś to sprawnie poszło. Po
wyjeździe rajdówek z parku mieliśmy trochę czasu i opalaliśmy się w słoneczku,
bo było zimno. Po jakiś 3 może 4 godzinach nadszedł czas na komasację, a zaraz
po niej udaliśmy się na stadion, gdzie miała być meta, a bezpośrednio przed nią
przegrupowanie.
Na początek
przyjechali rajdowcy startujący w Szutrowym Pucharze Polski, a kiedy po nich na
stadion wjechało Subaru wiedziałam już, że Kajtek wygrał rajd :)
Gdy
podjechali do nas pogratulowaliśmy z tatą Kajtkowi i Jarkowi zwycięstwa w
rajdzie.
Po
zakończeniu reszta ekipy po nas przyjechała i poszliśmy na obiadek, a potem
pojechaliśmy do domu.
Dziękuję za
mile spędzony czas :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz