sobota, 18 września 2010

Kajetan Kajetanowicz i Jarek Baran Mistrzami Polski 2010

Kajetan Kajetanowicz i Jarek Baran zostali Mistrzami Polski w klasyfikacji generalnej Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski 2010. Przewaga punktowa, jaką wypracowali podczas siedmiu rund krajowego czempionatu, pozwoliła już podczas Rajdu Koszyc cieszyć się z triumfu w całym cyklu. W słowackiej imprezie załoga Subaru Poland Rally Team zajęła trzecią pozycję, a jednocześnie Kajetan z Jarkiem byli najszybszymi Polakami w Koszycach. 



Kajetan Kajetanowicz: - Tytuł Mistrza Polski w klasyfikacji generalnej bardzo dużo dla mnie znaczy. To mój pierwszy tak znaczący triumf. Ciężko na niego pracowałem i jestem niesamowicie zadowolony. Cieszę się tym bardziej, że tytuł ten zdobyłem startując z Jarkiem Baranem, którego ogromna pomoc, doświadczenie i profesjonalizm dawały poczucie pewności w każdej wspólnie spędzonej chwili. Na słowa uznania zasługuje nasze Subaru oraz cały zespół, który ciężko pracował przez cały sezon, a także ci, którzy trzymali za nas kciuki, kibicowali nam przez cały sezon i są ze mną od początku mojej kariery. Dziękuję naszym partnerom - producentowi paliw LOTOS Dynamic oraz olejów LOTOS Quazar, Subaru Import Polska, STP, Klonex, Keratronik i SJS za zaufanie, jakim nas obdarzyli. Przez cały sezon toczyliśmy ostrą walkę i cieszę się, że miałem tak wymagających rywali, którzy bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę. To było wspaniałe współzawodnictwo i gratuluję wszystkim, z którymi spotkałem się na trasach rajdów. Także podczas zakończonego właśnie Rajdu Koszyc zmagaliśmy się z mocną konkurencją aż do ostatnich metrów.

Jarek Baran: - Wspaniała chwila dla mnie, dla wszystkich w zespole Subaru. Mój czwarty tytuł, ale zdobyty po dziewięciu latach, więc smakuje jak ten pierwszy. Wielkie słowa uznania dla talentu Kajetana. Cieszę się, że ten Jego pierwszy tytuł, może nie ostatni, jest w części moim udziałem, mogłem w tym uczestniczyć. Słowa uznania także dla naszych rywali. Wierzę, że wspólnie tworzyliśmy świetne widowisko. Dziękuję naszym kibicom, trzymającym kciuki od początku sezonu.

Witold Rogalski, dyrektor zespołu: - Osiągnięcie tytułu w przedostatnim rajdzie tegorocznego cyklu to zdecydowanie więcej, niż mogliśmy oczekiwać na początku sezonu. Do sukcesu przyczyniła się stosowana w praktyce zasada Kai-Zen. Choć oficjalnie nie używaliśmy tej nazwy, to ciągłe doskonalenie Załogi, samochodu, a także obsługi zaowocowało optymalnym rezultatem. Chciałbym w tym miejscu podziękować wszystkim sponsorom za zaufanie, Kajetanowi i Jarkowi za wspaniałą walkę, w wszystkim członkom Zespołu za nieprawdopodobne wręcz zaangażowanie i ogromny wkład pracy. No i oczywiście wszystkim kibicom, którzy nawet w czasie „chudszych” lat wierzyli w potencjał marki Subaru i potencjał naszej Załogi. Mam nadzieje zobaczyć wszystkich Państwa podczas ostatniej w 2010 roku rundzie RSMP - Rajdzie Dolnośląskim!

źródło: kajto.pl i sprt.pl

poniedziałek, 13 września 2010

56 Istebiański Rajd Wisły 10-11.09.2010

Rajd, który już od ładnych parę lat sędziujemy jako sędziowie funkcyjni, czyli na punktach. Wszystko się fajnie zapowiadało, bo mieliśmy z tatą mieć PKC na odcinku i do pomocy Przemka. Niestety przed samym rajdem okazało się, że jednak nie będę razem z tatą na odcinku tylko z Damianem na przegrupowaniu w Zwardoniu na byłym przejściu granicznym. Na początku trochę mnie to wkurzyło, ale potem było już ok. 
Wyruszyliśmy w piątek o 5 rano z domku, bo robiliśmy zapoznanie z trasą dla zawodników i trzeba było być w Lipowej o 7 rano. Do 9 robiliśmy zapoznanie pierwszego odcinka by potem udać się do Kamesznicy na drugi odcinek, a po 13 do Jasnowic na metę trzeciego odcinka. Pod koniec zaczęło nam padać i marzyliśmy z Damianem o jakiejś ciepłej herbatce. Po skończeniu zapoznania udaliśmy się do Istebnej po Antosia i wujka, którzy z nami robili zapoznanie. Wypiliśmy herbatkę i kawkę i udaliśmy się na pierwszy odcinek by pomóc taśmować. Na miejscu okazało się, że leje jak z cebra i stwierdziliśmy, że nie taśmujemy i jedziemy do biura i na nocleg. Po przyjeździe na miejsce zjedliśmy kolację, potem udaliśmy się do biura po papiery by rano nie gonić. Posiedzieliśmy do północy i poszliśmy spać, bo rano trzeba było wstać. Ja z Damianem akurat wstawaliśmy później, bo byliśmy na miejscu, ale o 7 mieliśmy śniadanko. Po śniadanku poszliśmy poszukać naszego miejsca pracy.
Nasze miejsce pracy było w takim nie za bardzo ciekawym miejscu, ale z serwisu dostaliśmy namiot i przynajmniej nie zmokliśmy. Trochę wkurzył nas CKR, który narzucał nam długość komasacji i się potem dziury porobiły, ale jakoś to poszło. Na sam koniec przestało nam nawet padać :)
Z ośmiu startujących cieszyńskich załóg pięć ukończyło rajd, który przy deszczowej pogodzie był bardzo wymagający. W ogóle z 56 załóg, które wystartowały tylko 31 ukończyło.
W drodze powrotnej jechaliśmy z Klaudią i Pawłem. Było śmiechu w samochodzie co nie miara, ale to dobrze, bo się fajnie jechało :)
Dziękuję Damianowi za miły dzień pracy w tym deszczu i zimnie :) Klaudii i Pawłowi za to, że są świetnymi  współlokatorami oraz Antosiowi za to, że nie opuszcza go nigdy poczucie humoru :)  

środa, 8 września 2010

36 Rajd Warszawski 03-05.09.2010

Kolejny szutrowy rajd w mojej karierze. Jechałam pełna obaw co do kibiców, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć, ale jak się okazało później strach ma wielkie oczy :) 
Przyjechaliśmy w czwartek do naszej bazy w Skępe, rozlokowaliśmy się w pokojach i trochę pozwiedzaliśmy okolicę, bo nasz kierownik miał przyjechać wieczorem. Po przyjeździe okazało się, że dopiero w piątek będziemy taśmować odcinki i to jeszcze nie wiadomo o której godzinie, bo busa dopiero rano będzie się pakować. Wyjechaliśmy w piątek przed południem i zataśmowaliśmy tylko jeden odcinek, bo niestety na drugi nie było już szansy zajechać po widoku. 


Po przyjeździe do ośrodka dostaliśmy kolację. Po kolacji okazało się, że jedna ekipa sędziów nie dojechała i my jako, że mamy licencje wskoczymy za nich na punkty. Mnie przypadł w udziale PKC :) Tata dostał start, Antoś metę stop.
W sobotę czekała nas pobudka o 5 rano, ale z przyjemnością wstawałam :) Po dojechaniu na odcinek okazało się, że mamy trochę czasu do przyjazdu naszej szefowej, ale umililiśmy sobie to wygłupami. 
Na PKCu byłam z bardzo sympatyczną dziewczyną Marysią, z którą bez problemu się dogadałam i miło spędziłyśmy te kilka godzin :)


Po skończeniu odcinka i posprzątaniu udaliśmy się na obiadek do ośrodka. Było trochę problemów z dostaniem się do środka, ale w końcu się nam udało. Po obiedzie dowiedzieliśmy się z tatą, że w niedzielę będziemy, gdzie indziej pracować. Mieliśmy robić komasację w Sierpcu. Czekała nas pobudka o 4 rano co nie za bardzo miło się przedstawiało.
W niedzielę wstanęliśmy nie za bardzo wyspani, ale Boguś nas zawiózł do Sierpca, gdzie czekał na nas kierownik całego regrupingu - Wojciech Sobczyk. Na miejscu okazało się, że zaczynamy pracę od parku ferme, a dopiero potem komasacja i przegrupowanie. Na szczęście pomógł nam Bartek i jakoś to sprawnie poszło. Po wyjeździe rajdówek z parku mieliśmy trochę czasu i opalaliśmy się w słoneczku, bo było zimno. Po jakiś 3 może 4 godzinach nadszedł czas na komasację, a zaraz po niej udaliśmy się na stadion, gdzie miała być meta, a bezpośrednio przed nią przegrupowanie. 
Na początek przyjechali rajdowcy startujący w Szutrowym Pucharze Polski, a kiedy po nich na stadion wjechało Subaru wiedziałam już, że Kajtek wygrał rajd :) 
Gdy podjechali do nas pogratulowaliśmy z tatą Kajtkowi i Jarkowi zwycięstwa w rajdzie.
Po zakończeniu reszta ekipy po nas przyjechała i poszliśmy na obiadek, a potem pojechaliśmy do domu.
Dziękuję za mile spędzony czas :)