wtorek, 10 sierpnia 2010

19 Rajd Rzeszowski 5-7.08.2010

Na ten rajd wybieram się z wielką przyjemnością, bo panuje na nim prawdziwie rajdowa i rodzinna atmosfera. To był mój trzeci rzeszowski i trzeci raz w tym samym ośrodku z tymi samymi ludźmi, choć dołączyli do nas nowi ;)


W piątek wczesnym rankiem, a może i nocą, bo o 3 rano było śniadanko rozpoczął się nasz czas pracy. Wyruszyliśmy na odcinek Lubenia, który był niecałe 30 minut od nas. Porozstawialiśmy się i mogliśmy jeszcze spać z czego skwapliwie skorzystałam po nie przespanej nocy jaką zafundowali mi koledzy. O 7:00 byliśmy już w pełnej gotowości i czekaliśmy na samochody organizatora i pierwszą rajdówkę. 
8:25 wystartował Michał Sołowow i rozpoczęło się ściganie. Miałam bardzo fajne miejsce, bo lewy 90, gdzie trzeba było lekko zwolnić, żeby się zmieścić. W pierwszym przejeździe miałam wypadek, ale załodze nic się nie stało i można było dalej kontynuować odcinek. W przerwie udało się rajdówkę wyciągnąć za pomocą traktora i chłopaki zjechali do drogi ewakuacyjnej skąd wzięła ich laweta. Drugi i trzeci przejazd w moim miejscu był spokojny natomiast kawałeczek dalej było więcej wypadków i w jednym trzeba było wezwać karetkę i straż. Po skończeniu udaliśmy się do naszego ośrodka na kolację. Potem posiedzieliśmy trochę na korytarzu, pogadaliśmy i poszłam spać coś koło 1 w nocy, bo stwierdziłam, że w sobotę wieczorem nie dają mi spać.


W sobotę nie trzeba było tak wcześnie wstawać, bo śniadanie było przed 6:00. Po śniadanku zapakowaliśmy się do samochodów i udaliśmy się na odcinek, który był tym z poprzedniego dnia, ale w odwrotnej kolejności. Wszyscy mieli inne miejsce tylko ja miałam to samo i nie było za ciekawie, bo tym razem to był prawy 90 i to na dodatek z długiej prostej w dół. Na szczęście dla mnie nie było żadnych wypadków, ale ludzi masa. Trochę organizatorzy się przyczepili, że źle taśmowanie nie takie jak powinno, ale się okazało, że zgodnie z planem zabezpieczenia. O 10:41 rozpoczęło się ściganie do którego dołączyli chłopaki z RPP. Co poniektórzy to fantastycznie składali się do zakrętu innym trochę mniej to wychodziło. Był tylko dwa przejazdy na szczęście, bo trzeciego bym już nie zniosła :) 
Po kolacji posiedzieliśmy sobie we własnym gronie i pożartowaliśmy trochę. Potem część udała się do Rzeszowa na imprezę, a reszta została i przeniosła się do naszego pokoju :) Posiedziałyśmy sobie z Klaudią z "naszymi" chłopakami i powygłupialiśmy się. Koło 4 nad ranem stwierdziliśmy, że trzeba by było trochę pospać przed powrotem. 


W niedzielę po śniadaniu pożegnaliśmy się wszyscy i każdy udał się w swoją stronę :)
Podróż minęła nam pod znakiem dobrej pogody i wygłupów. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Tyszan i pogadaliśmy na chwilę. W domku byliśmy kolo 17, bo odwoziliśmy jeszcze Antosia do Wisły.




Dziękuję wszystkim za wspaniały weekend :) W szczególności dziękuję moim Kochanym dwóm współlokatorkom i jednemu współlokatorowi, cudownemu masażyście, pasażerowi w drodze powrotnej oraz chłopakom z ostatnich godek pokojowych :)

Brak komentarzy: