Na ten rajd
wybieram się z wielką przyjemnością, bo panuje na nim prawdziwie rajdowa i
rodzinna atmosfera. To był mój trzeci rzeszowski i trzeci raz w tym samym
ośrodku z tymi samymi ludźmi, choć dołączyli do nas nowi ;)
W piątek
wczesnym rankiem, a może i nocą, bo o 3 rano było śniadanko rozpoczął się nasz
czas pracy. Wyruszyliśmy na odcinek Lubenia, który był niecałe 30 minut od nas.
Porozstawialiśmy się i mogliśmy jeszcze spać z czego skwapliwie skorzystałam po
nie przespanej nocy jaką zafundowali mi koledzy. O 7:00 byliśmy już w pełnej
gotowości i czekaliśmy na samochody organizatora i pierwszą rajdówkę.
8:25
wystartował Michał Sołowow i rozpoczęło się ściganie. Miałam bardzo fajne
miejsce, bo lewy 90, gdzie trzeba było lekko zwolnić, żeby się zmieścić. W
pierwszym przejeździe miałam wypadek, ale załodze nic się nie stało i można
było dalej kontynuować odcinek. W przerwie udało się rajdówkę wyciągnąć za
pomocą traktora i chłopaki zjechali do drogi ewakuacyjnej skąd wzięła ich
laweta. Drugi i trzeci przejazd w moim miejscu był spokojny natomiast
kawałeczek dalej było więcej wypadków i w jednym trzeba było wezwać karetkę i
straż. Po skończeniu udaliśmy się do naszego ośrodka na kolację. Potem
posiedzieliśmy trochę na korytarzu, pogadaliśmy i poszłam spać coś koło 1 w
nocy, bo stwierdziłam, że w sobotę wieczorem nie dają mi spać.
W sobotę nie
trzeba było tak wcześnie wstawać, bo śniadanie było przed 6:00. Po śniadanku
zapakowaliśmy się do samochodów i udaliśmy się na odcinek, który był tym z
poprzedniego dnia, ale w odwrotnej kolejności. Wszyscy mieli inne miejsce tylko
ja miałam to samo i nie było za ciekawie, bo tym razem to był prawy 90 i to na
dodatek z długiej prostej w dół. Na szczęście dla mnie nie było żadnych
wypadków, ale ludzi masa. Trochę organizatorzy się przyczepili, że źle
taśmowanie nie takie jak powinno, ale się okazało, że zgodnie z planem
zabezpieczenia. O 10:41 rozpoczęło się ściganie do którego dołączyli chłopaki z
RPP. Co poniektórzy to fantastycznie składali się do zakrętu innym trochę mniej
to wychodziło. Był tylko dwa przejazdy na szczęście, bo trzeciego bym już nie
zniosła :)
Po kolacji
posiedzieliśmy sobie we własnym gronie i pożartowaliśmy trochę. Potem część
udała się do Rzeszowa na imprezę, a reszta została i przeniosła się do naszego
pokoju :) Posiedziałyśmy sobie z Klaudią z "naszymi" chłopakami i
powygłupialiśmy się. Koło 4 nad ranem stwierdziliśmy, że trzeba by było trochę
pospać przed powrotem.
W niedzielę
po śniadaniu pożegnaliśmy się wszyscy i każdy udał się w swoją stronę :)
Podróż
minęła nam pod znakiem dobrej pogody i wygłupów. Po drodze spotkaliśmy jeszcze
Tyszan i pogadaliśmy na chwilę. W domku byliśmy kolo 17, bo odwoziliśmy jeszcze
Antosia do Wisły.
Dziękuję wszystkim za wspaniały weekend :) W szczególności
dziękuję moim Kochanym dwóm współlokatorkom i jednemu współlokatorowi,
cudownemu masażyście, pasażerowi w drodze powrotnej oraz chłopakom z ostatnich
godek pokojowych :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz