wtorek, 31 sierpnia 2010

Hołowczyc wypadł z trasy podczas Hungarian Baja

Załoga Krzysztof Hołowczyc/Jean-Marc Fortin nie ukończyli 4 OS  Hungarian Baja. Rajdowcy ORLEN Team wypadli z trasy i uderzyli w drzewa.
Załoga ORLEN Team z powodu przepisów zakazujących zmiany ogumienia musiała jechać na oponach zupełnie nie przystosowanych do trudnych warunków, jakie panowały na trasie, czyli do silnego deszczu. Hołowczyc/Fortin, trzeci po OS 3, zaciekle walczyli o zwycięstwom jednak 30 kilometrów przez końcem oesu wypadli z trasy.
Mogę tylko się złościć, że są takie przepisy, które zmusiły nas do jazdy na oponach zupełnie nieprzystosowanych do panujących warunków. Udawało nam się coraz szybciej jechać, ale to było poza granicami rozsądku. Uderzyliśmy w małe drzewka, które jednak na tyle uszkodziły nam przód auta, że nie mogliśmy kontynuować jazdy. Szkoda że tak się stało, ale już za parę dni jedziemy do Szczecina na Baja Polska, gdzie będziemy chcieli jeszcze raz zaprezentować ten samochód i powalczyć o punkty. Nie wolno nam się oglądać za siebie. Stało się, trudno, taki jest motosport – powiedział Krzysztof Hołowczyc.

sobota, 28 sierpnia 2010

II AC Pokale Rajd Tyski 22.08.2010

Pogoda zapowiadała się fajnie, a i impreza też. Tym razem jechałam wcześniej z chłopakami, bo umówiliśmy się, że otaśmujemy odcinek wcześniej i w dniu rajdu będzie spokój. Niestety chłopaki się za długo wybierali się z domu i dojechaliśmy do Tychów po 22 i o taśmowaniu po ciemku nie było mowy. Po przyjechaniu do biura i odebraniu dokumentów dostaliśmy kolację, pogadaliśmy trochę, a potem pojechaliśmy do kolegi  na nocleg.
Następnego dnia była dość wczesna pobudka, bo o 5 rano mieliśmy być na torze by pobrać sprzęt, a o 6:00 było już zapoznanie z trasą. Z Sebastianem zostałam na mecie odcinka, gdzie było w miarę rześko, bo pod koniec zapoznania to się już porządna pogoda zrobiła. Przebrałam się w spodenki i opalałam się do woli czekając by ktoś po nas przyjechał i zabrał nas na start :)




Po przyjechaniu na start przywitałam się z resztą ekipy i powoli zaczynaliśmy pracę. Dla mnie był przeznaczony PKC :) Z tatą tworzymy zgrany duet i wszyscy wiedzą, że ten punkt "chodzi" bez problemu :) Niestety pożarły nas komary i to dość porządnie. Leczyłam się potem dwa dni z opuchlizn. Rajd przeszedł bez problemu za co dostaliśmy pochwałę od ZSSu i delegata :) Był to także debiut Antosia w roli Kierownika Zabezpieczenia Odcinka. Debiut wypadł na 6 :) W wolnych chwilach opalałyśmy się z Madzią w cieniu, bo na szczęście go miałyśmy :) Klaudia tym razem była na mecie stop i widziałam się z nią dopiero po skończeniu.


Po godzinie 18 zakończyliśmy pracę, posprzątaliśmy i udaliśmy się do biura by się rozliczyć. Po jakiś 2 godzinach udaliśmy się do domu.
Dziękuję wszystkim za mile spędzony czas :)

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Rally Dos Sertoes 11-21.08.2010

Motocykliści ORLEN Team uplasowali się Jakub Przygoński na drugiej, a Jacek Czachor na trzeciej pozycji w klasyfikacji dużych motocykli Production Open podczas Rally Dos Sertoes, przedostatniej eliminacji Mistrzostw Świata FIM. Ostatni etap w klasyfikacji generalnej padł łupem Kuby Przygońskiego.

124 kilometrowy odcinek specjalny biegnący z Sobral do Fortalezy, był w zasadzie formalnością. Trzeba było stawić się na mecie by dowieść wcześniej wypracowane pozycje. Pomimo to Kuba Przygoński zaatakował i osiągnął drugie etapowe zwycięstwo w rajdzie. 

Stanąłem na podium brazylijskiego maratonu i dodatkowo wygrałem ostatni odcinek specjalny. Bardzo się z tego cieszę. Nie musiałem już dzisiaj walczyć, po prostu trzeba było dojechać do mety i zdobyć punkty. Jestem na drugim miejscu w Mistrzostwach Świata, a więc bardzo wysoko. Zawody w Brazylii są inne niż wszystkie pozostałe rundy, podczas których się ścigamy. Jedziemy po bardzo zróżnicowanej nawierzchni. Na trasie występuje mnóstwo gliny o różnej przyczepności. Często wjeżdżamy w dżunglę i teren naprawdę zaskakuje. Dziś skończył się maraton, a jutro ścigam się z Palem Ullevalseterem i Helderem Rodriguesem w wyścigu supermoto w samym centrum Warszawy podczas VERVA Street Racing, to również dla mnie duże wyzwanie – powiedział Jakub Przygoński. 

Jacek Czachor napotkał dziś groźną sytuację. Jego trasę przeciął szalony, lokalny motocyklista jadący bez kasku całą szerokością trasy. Kapitan ORLEN Team niemalże zaliczył z nim czołowe zderzenie, jednak udało mu się go ominąć i powrócić do ścigania.

W zasadzie kolejność w klasyfikacji była ustalona przed startem dzisiejszego etapu. Przez dziesięć dni maratonu zawodnicy wypracowali dość spore przewagi. Dzisiaj jednak był dzień rajdowy i trzeba było dojechać do mety. W pewnym momencie na trasę wyskoczył mi lokalny motocyklista jadący pod prąd. Prawie wpadłem na płot lokalnej wioski próbując go ominąć. Jestem zadowolony z tych zawodów. Przejechałem je takim tempem jakim zamierzałem. Kuba również jest wysoko. Walczymy o punkty do Mistrzostw Świata  i można powiedzieć, że ORLEN Team wykonał zadanie - powiedział Jacek Czachor.

Ostatnia eliminacja Mistrzostw Świata FIM zostanie rozegrana w Egipcie w październiku.

Klasyfikacja generalna Dos Sertoes
1. Marc Coma (E) KTM 690 25:52.42,3
2. Felipe Zanol (BR) Honda 450 +17.25,5
3. Kuba Przygoński (PL) KTM 690 +39.44,5
4. David Casteu (F) Sherco 450 +51.17,8
5. Dario de Sousa (BR) Honda 450 +56.26,0
6. Jacek Czachor (PL) KTM 690 +1:47.56,7
7. Guto Klaumann (BR) Yamaha 450 +2:06.16,9
8. Ramon Sacilotti (BR) Yamaha 450 +2:43.20,4
9. Ramon Volkart (BR) BMW 450 +3:06.19,0
10. Norton Lopes (BR) Honda 450 +3:23.01,9

Punktacja Mistrzostw Świata po Production Open 
1. Coma 100, 2. Przygoński 77, 3. Czachor 73, 4. Trenker 41, 5. Dąbrowski 30, 6. Despres 22, West 22 

wtorek, 10 sierpnia 2010

19 Rajd Rzeszowski 5-7.08.2010

Na ten rajd wybieram się z wielką przyjemnością, bo panuje na nim prawdziwie rajdowa i rodzinna atmosfera. To był mój trzeci rzeszowski i trzeci raz w tym samym ośrodku z tymi samymi ludźmi, choć dołączyli do nas nowi ;)


W piątek wczesnym rankiem, a może i nocą, bo o 3 rano było śniadanko rozpoczął się nasz czas pracy. Wyruszyliśmy na odcinek Lubenia, który był niecałe 30 minut od nas. Porozstawialiśmy się i mogliśmy jeszcze spać z czego skwapliwie skorzystałam po nie przespanej nocy jaką zafundowali mi koledzy. O 7:00 byliśmy już w pełnej gotowości i czekaliśmy na samochody organizatora i pierwszą rajdówkę. 
8:25 wystartował Michał Sołowow i rozpoczęło się ściganie. Miałam bardzo fajne miejsce, bo lewy 90, gdzie trzeba było lekko zwolnić, żeby się zmieścić. W pierwszym przejeździe miałam wypadek, ale załodze nic się nie stało i można było dalej kontynuować odcinek. W przerwie udało się rajdówkę wyciągnąć za pomocą traktora i chłopaki zjechali do drogi ewakuacyjnej skąd wzięła ich laweta. Drugi i trzeci przejazd w moim miejscu był spokojny natomiast kawałeczek dalej było więcej wypadków i w jednym trzeba było wezwać karetkę i straż. Po skończeniu udaliśmy się do naszego ośrodka na kolację. Potem posiedzieliśmy trochę na korytarzu, pogadaliśmy i poszłam spać coś koło 1 w nocy, bo stwierdziłam, że w sobotę wieczorem nie dają mi spać.


W sobotę nie trzeba było tak wcześnie wstawać, bo śniadanie było przed 6:00. Po śniadanku zapakowaliśmy się do samochodów i udaliśmy się na odcinek, który był tym z poprzedniego dnia, ale w odwrotnej kolejności. Wszyscy mieli inne miejsce tylko ja miałam to samo i nie było za ciekawie, bo tym razem to był prawy 90 i to na dodatek z długiej prostej w dół. Na szczęście dla mnie nie było żadnych wypadków, ale ludzi masa. Trochę organizatorzy się przyczepili, że źle taśmowanie nie takie jak powinno, ale się okazało, że zgodnie z planem zabezpieczenia. O 10:41 rozpoczęło się ściganie do którego dołączyli chłopaki z RPP. Co poniektórzy to fantastycznie składali się do zakrętu innym trochę mniej to wychodziło. Był tylko dwa przejazdy na szczęście, bo trzeciego bym już nie zniosła :) 
Po kolacji posiedzieliśmy sobie we własnym gronie i pożartowaliśmy trochę. Potem część udała się do Rzeszowa na imprezę, a reszta została i przeniosła się do naszego pokoju :) Posiedziałyśmy sobie z Klaudią z "naszymi" chłopakami i powygłupialiśmy się. Koło 4 nad ranem stwierdziliśmy, że trzeba by było trochę pospać przed powrotem. 


W niedzielę po śniadaniu pożegnaliśmy się wszyscy i każdy udał się w swoją stronę :)
Podróż minęła nam pod znakiem dobrej pogody i wygłupów. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Tyszan i pogadaliśmy na chwilę. W domku byliśmy kolo 17, bo odwoziliśmy jeszcze Antosia do Wisły.




Dziękuję wszystkim za wspaniały weekend :) W szczególności dziękuję moim Kochanym dwóm współlokatorkom i jednemu współlokatorowi, cudownemu masażyście, pasażerowi w drodze powrotnej oraz chłopakom z ostatnich godek pokojowych :)