czwartek, 10 czerwca 2010

67 Rajd Polski 04-06.06.2010

Po zeszłorocznej edycji WRC odgrażałam się, że nie pojadę już więcej na Rajd Polski. Jednak i tym razem zwyciężyła moja fascynacja rajdami i... pojechałam :)

Po długich komplikacjach i domówieniach stanęło na tym, że pojechałam wcześniej z ekipą taśmującą odcinki. Wyjechaliśmy we wtorek wieczorem i rano byliśmy w Orzyszu - naszej bazie. Na miejscu okazało się, że potrzebnego sprzętu nie ma i zaczynamy pracę dopiero w czwartek. W ten sposób po śniadaniu postanowiliśmy odespać jazdę i po południu wybrać się do Mikołajek. Pojechaliśmy do biura, przywitaliśmy się z Marcysią, a wieczorem zrobiliśmy sobie imprezę nad jeziorkiem.

Następnego dnia (czwartek) zaczęła się praca przy taśmowaniu odcinków. Upał był niemiłosierny, trawa po kolana, a my smażyliśmy się w długich gaciach i gumowcach. Poopalałam sobie ręce i twarz ;) Niestety nie udało się nam potaśmować całego odcinka do końca, bo złapała nas burza z gradem i kierownik zarządził powrót do ośrodka. Okąpani i pojedzeni poszliśmy do sąsiadów na małe co nieco.


W piątek rozpoczęliśmy taśmowanie z samego rana by jak najwcześniej skończyć. Niestety po drodze był mały problem, z którym chłopaki sobie poradzili i mogliśmy dalej pracować. Po skończeniu udaliśmy się na kolację by potem pojechać do Mikołajek na SuperOes. Dzięki Grzesiowi i fiszkom weszliśmy na tor i pooglądaliśmy sobie końcówkę pierwszego przejazdu i cały drugi przejazd. Bardzo ciekawy i techniczny jest ten tor i niektórym kierowcom sprawiał trudność. Po zrobieniu sobie pamiątkowych zdjęć udaliśmy się do naszej drugiej ekipy, która spała niedaleko w "Wagabundzie". Po przywitaniu się i krótkiej pogawędce udaliśmy się do siebie, gdzie o północy złożyliśmy Grzesiowi życzenia urodzinowe. Potem poszłam spać, bo przed 4:00 trzeba było wstać.

Sobota, a więc pierwszy dzień rajdu, przywitała nas słonecznie i pogodnie co bardzo mnie ucieszyło. Pełni zapału i oczekiwania na pierwszą załogę udaliśmy się na odcinek by rozstawić się tam, gdzie wskaże sektorowy. Niestety i tym razem okazało się, że chłopak się trochę gubi. W końcu sami znaleźliśmy sobie miejsca i tam już zostaliśmy. Miałam bardzo fajne miejsce z dwoma winklami, ale niestety pełne kurzu i kamieni. Pierwszy przejazd przeszedł bez problemu z kibicami niestety drugi to był popis umiejętności quadowców. Były duże przerwy między zawodnikami i trochę się to ciągło. Między przejazdami mieliśmy prawie 2,5 godziny wolnego i postanowiliśmy się trochę poopalać. Po skończeniu drugiej pętli udaliśmy się na kolację. Wieczorem przyjechała do nas ekipa na imprezę urodzinową. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i już trzeba było iść spać by rano wstać.


Niedziela też zapowiadała się pięknie i taka była do końca. Tym razem na odcinku było trochę zamieszania przed drugim przejazdem, kiedy to jeden mieszkaniec chciał przejechać naszych sędziów za to, że go nie przepuścili. Wszystko się dobrze skończyło i policja zainterweniowała. Ja pilnowałam porządku przy posesji. Gospodarze byli bardzo sympatycznymi ludźmi, którzy zaprosili mnie na grilla w przerwie.
Po skończeniu udaliśmy się do ośrodka na kolację i już trzeba było się żegnać ze wszystkimi, bo powrotu nadszedł czas. My zostaliśmy jeszcze na noc, żeby na spokojnie wracać do domku. 
W poniedziałek po śniadanku pożegnaliśmy Orzysz i udaliśmy się w drogę. W domku byłam późnym wieczorem.

Dziękuję chłopakom za fantastyczne chwile spędzone na rajdzie. Za wygłupy, szaleństwa i co tam jeszcze ;)

Brak komentarzy: