Po
zeszłorocznej edycji WRC odgrażałam się, że nie pojadę już więcej na Rajd
Polski. Jednak i tym razem zwyciężyła moja fascynacja rajdami i... pojechałam
:)
Po długich
komplikacjach i domówieniach stanęło na tym, że pojechałam wcześniej z ekipą
taśmującą odcinki. Wyjechaliśmy we wtorek wieczorem i rano byliśmy w Orzyszu -
naszej bazie. Na miejscu okazało się, że potrzebnego sprzętu nie ma i zaczynamy
pracę dopiero w czwartek. W ten sposób po śniadaniu postanowiliśmy odespać
jazdę i po południu wybrać się do Mikołajek. Pojechaliśmy do biura,
przywitaliśmy się z Marcysią, a wieczorem zrobiliśmy sobie imprezę nad
jeziorkiem.
Następnego
dnia (czwartek) zaczęła się praca przy taśmowaniu odcinków. Upał był
niemiłosierny, trawa po kolana, a my smażyliśmy się w długich gaciach i
gumowcach. Poopalałam sobie ręce i twarz ;) Niestety nie udało się nam
potaśmować całego odcinka do końca, bo złapała nas burza z gradem i kierownik
zarządził powrót do ośrodka. Okąpani i pojedzeni poszliśmy do sąsiadów na małe
co nieco.

W piątek
rozpoczęliśmy taśmowanie z samego rana by jak najwcześniej skończyć. Niestety
po drodze był mały problem, z którym chłopaki sobie poradzili i mogliśmy dalej
pracować. Po skończeniu udaliśmy się na kolację by potem pojechać do Mikołajek
na SuperOes. Dzięki Grzesiowi i fiszkom weszliśmy na tor i pooglądaliśmy sobie
końcówkę pierwszego przejazdu i cały drugi przejazd. Bardzo ciekawy i
techniczny jest ten tor i niektórym kierowcom sprawiał trudność. Po zrobieniu
sobie pamiątkowych zdjęć udaliśmy się do naszej drugiej ekipy, która spała
niedaleko w "Wagabundzie". Po przywitaniu się i krótkiej pogawędce
udaliśmy się do siebie, gdzie o północy złożyliśmy Grzesiowi życzenia
urodzinowe. Potem poszłam spać, bo przed 4:00 trzeba było wstać.
Sobota, a
więc pierwszy dzień rajdu, przywitała nas słonecznie i pogodnie co bardzo mnie
ucieszyło. Pełni zapału i oczekiwania na pierwszą załogę udaliśmy się na
odcinek by rozstawić się tam, gdzie wskaże sektorowy. Niestety i tym razem
okazało się, że chłopak się trochę gubi. W końcu sami znaleźliśmy sobie miejsca
i tam już zostaliśmy. Miałam bardzo fajne miejsce z dwoma winklami, ale
niestety pełne kurzu i kamieni. Pierwszy przejazd przeszedł bez problemu z
kibicami niestety drugi to był popis umiejętności quadowców. Były duże przerwy
między zawodnikami i trochę się to ciągło. Między przejazdami mieliśmy prawie
2,5 godziny wolnego i postanowiliśmy się trochę poopalać. Po skończeniu drugiej
pętli udaliśmy się na kolację. Wieczorem przyjechała do nas ekipa na imprezę
urodzinową. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i już trzeba było iść spać by rano
wstać.

Niedziela
też zapowiadała się pięknie i taka była do końca. Tym razem na odcinku było
trochę zamieszania przed drugim przejazdem, kiedy to jeden mieszkaniec chciał
przejechać naszych sędziów za to, że go nie przepuścili. Wszystko się dobrze
skończyło i policja zainterweniowała. Ja pilnowałam porządku przy posesji.
Gospodarze byli bardzo sympatycznymi ludźmi, którzy zaprosili mnie na grilla w
przerwie.
Po
skończeniu udaliśmy się do ośrodka na kolację i już trzeba było się żegnać ze
wszystkimi, bo powrotu nadszedł czas. My zostaliśmy jeszcze na noc, żeby na spokojnie
wracać do domku.
W
poniedziałek po śniadanku pożegnaliśmy Orzysz i udaliśmy się w drogę. W domku
byłam późnym wieczorem.
Dziękuję
chłopakom za fantastyczne chwile spędzone na rajdzie. Za wygłupy, szaleństwa i
co tam jeszcze ;)