poniedziałek, 28 czerwca 2010

I Joker Rally

Wczorajszy wyjazd przejdzie do historii pod  względem czekania na start pierwszej załogi - całe 4 godziny bezczynnego siedzenia i nic nie robienia. Masakra!
Po mocnym już opaleniu się rozpoczęły się zawody. Nasz PKC zlokalizowano na asfalcie, pod niebieściutkim niebem z mocnym słoneczkiem, które nam już dało się w kość. Madzia zajęła się protokołem i zegarem, a ja miałam pod opieką karty. Na nieszczęście tym razem nie było za dużo przerw, ale na chwilę przynajmniej chowałyśmy się do cienia.
Sama impreza bardzo fajna, bo 3 liga i 1 runda mistrzostw śląska także było co podziwiać :) Kierowcy prezentowali przeróżne umiejętności; jednym szło lepiej innym gorzej, ale ogólnie bardzo fajnie. Na sam koniec mieliśmy przerwę, bo jednemu z samochodów olej wyciekł, ale na szczęście nic się nie stało.
Po skończeniu udaliśmy się na rozliczenie i z przystankiem na jedzonko udaliśmy się do domków.
Dziękuję Madzi za wspólną pracę i palenie się na słońcu, bo opalanie się to nie było :) 

środa, 16 czerwca 2010

I Rajd Turystyczno-Krajoznawczy Beskidzkiej 5

W niedzielę odbył się I Rajd Turystyczno-Krajoznawczy Beskidzkiej 5, który miał za zadanie promowanie gmin Brennej, Istebnej, Szczyrku, Ustronia i Wisły. Pogoda rano nie zapowiadała się za ciekawie. Obawialiśmy się deszczu, który niestety spadł przed samym startem, ale na szczęście mieliśmy namiot i nie popadało nas. Na starcie stanęło tylko 16 załóg w tym 3 reprezentujące gminy Beskidzkiej 5.
Po starcie w Szczyrku zawodnicy udali się do Wisły Malinki pod skocznię, gdzie czekała ich pierwsza sprawnościowa próba. Należało zaparkować samochód w garażu następnie wyciągnąć pytania krajoznawcze ze skrzyneczki, wyjechać z garażu i udać się do Istebnej Zaolzia. Po drodze należało zatrzymać się przy zaporze w Wiśle Czarnem i podbić kartę drogową. W Istebnej czekało na zawodników toczenie opony. Konkurencja ta przyniosła najwięcej śmiechu. Z Istebnej zawodnicy udali się do Wisły Centrum po drodze zatrzymując się na przystanku, gdzie należało odpisać godzinę odjeżdżającego autobusu. W Wiśle na zawodników czekała przejażdżka Fiatem z piłeczkami na masce, które trzeba było nie stracić. Kolejnym przystankiem był Ustroń, gdzie był przejazd ze szklanką wody. Meta zlokalizowana była w Brennej, gdzie zawodnicy oddawali do weryfikacji karty drogowe i pytania testowe. W każdej miejscowości czekały na zawodników pytania testowe jak również zawodnicy Automobilklubu Cieszyńskiego.

 


Po dokładnych obliczeniach i weryfikacjach wygrała załoga gości Łukasz Groborz/Michał Kula z Żor, drugie miejsce zajęli Jacek Górski/Renata Rucińska ze Szczyrku, a trzecie miejsce Tomasz Kraczla/Marcin Kobryń z Lędzin. Wszyscy dostali puchary i dyplomy.
Po zakończeniu postanowiliśmy posiedzieć sobie nad Brennicą i się trochę poopalać. Później chłopaki wpadli na pomysł by pojechać na Górę Żar i tak przed zachodem słońca staliśmy przy zbiorniku i podziwialiśmy panoramę.



Po sesji zdjęciowej udaliśmy się w drogę powrotną, która była bardzo interesująca :)
Dziękuję Madzi za wspólny start i metę rajdu oraz wygłupy, chłopakom za spontana i siwe włosy :)

czwartek, 10 czerwca 2010

67 Rajd Polski 04-06.06.2010

Po zeszłorocznej edycji WRC odgrażałam się, że nie pojadę już więcej na Rajd Polski. Jednak i tym razem zwyciężyła moja fascynacja rajdami i... pojechałam :)

Po długich komplikacjach i domówieniach stanęło na tym, że pojechałam wcześniej z ekipą taśmującą odcinki. Wyjechaliśmy we wtorek wieczorem i rano byliśmy w Orzyszu - naszej bazie. Na miejscu okazało się, że potrzebnego sprzętu nie ma i zaczynamy pracę dopiero w czwartek. W ten sposób po śniadaniu postanowiliśmy odespać jazdę i po południu wybrać się do Mikołajek. Pojechaliśmy do biura, przywitaliśmy się z Marcysią, a wieczorem zrobiliśmy sobie imprezę nad jeziorkiem.

Następnego dnia (czwartek) zaczęła się praca przy taśmowaniu odcinków. Upał był niemiłosierny, trawa po kolana, a my smażyliśmy się w długich gaciach i gumowcach. Poopalałam sobie ręce i twarz ;) Niestety nie udało się nam potaśmować całego odcinka do końca, bo złapała nas burza z gradem i kierownik zarządził powrót do ośrodka. Okąpani i pojedzeni poszliśmy do sąsiadów na małe co nieco.


W piątek rozpoczęliśmy taśmowanie z samego rana by jak najwcześniej skończyć. Niestety po drodze był mały problem, z którym chłopaki sobie poradzili i mogliśmy dalej pracować. Po skończeniu udaliśmy się na kolację by potem pojechać do Mikołajek na SuperOes. Dzięki Grzesiowi i fiszkom weszliśmy na tor i pooglądaliśmy sobie końcówkę pierwszego przejazdu i cały drugi przejazd. Bardzo ciekawy i techniczny jest ten tor i niektórym kierowcom sprawiał trudność. Po zrobieniu sobie pamiątkowych zdjęć udaliśmy się do naszej drugiej ekipy, która spała niedaleko w "Wagabundzie". Po przywitaniu się i krótkiej pogawędce udaliśmy się do siebie, gdzie o północy złożyliśmy Grzesiowi życzenia urodzinowe. Potem poszłam spać, bo przed 4:00 trzeba było wstać.

Sobota, a więc pierwszy dzień rajdu, przywitała nas słonecznie i pogodnie co bardzo mnie ucieszyło. Pełni zapału i oczekiwania na pierwszą załogę udaliśmy się na odcinek by rozstawić się tam, gdzie wskaże sektorowy. Niestety i tym razem okazało się, że chłopak się trochę gubi. W końcu sami znaleźliśmy sobie miejsca i tam już zostaliśmy. Miałam bardzo fajne miejsce z dwoma winklami, ale niestety pełne kurzu i kamieni. Pierwszy przejazd przeszedł bez problemu z kibicami niestety drugi to był popis umiejętności quadowców. Były duże przerwy między zawodnikami i trochę się to ciągło. Między przejazdami mieliśmy prawie 2,5 godziny wolnego i postanowiliśmy się trochę poopalać. Po skończeniu drugiej pętli udaliśmy się na kolację. Wieczorem przyjechała do nas ekipa na imprezę urodzinową. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i już trzeba było iść spać by rano wstać.


Niedziela też zapowiadała się pięknie i taka była do końca. Tym razem na odcinku było trochę zamieszania przed drugim przejazdem, kiedy to jeden mieszkaniec chciał przejechać naszych sędziów za to, że go nie przepuścili. Wszystko się dobrze skończyło i policja zainterweniowała. Ja pilnowałam porządku przy posesji. Gospodarze byli bardzo sympatycznymi ludźmi, którzy zaprosili mnie na grilla w przerwie.
Po skończeniu udaliśmy się do ośrodka na kolację i już trzeba było się żegnać ze wszystkimi, bo powrotu nadszedł czas. My zostaliśmy jeszcze na noc, żeby na spokojnie wracać do domku. 
W poniedziałek po śniadanku pożegnaliśmy Orzysz i udaliśmy się w drogę. W domku byłam późnym wieczorem.

Dziękuję chłopakom za fantastyczne chwile spędzone na rajdzie. Za wygłupy, szaleństwa i co tam jeszcze ;)