wtorek, 30 listopada 2010

36 Rajd Cieszyńska Barbórka 19-20.11.2010


Mój domowy rajd, na którym pierwszy raz trochę z bliska przypatrywałam się pracy organizatorów. W tym roku oprócz tradycyjnej mety na rynku w Cieszynie zostałam przypisana do pomocy do biura rajdu. Bardzo miło spędziłam czas w biurze, gdzie było dużo śmiechu i zabawy przy przygotowaniach do najważniejszych godzin pracy biura rajdu. 

W czwartek od rana do godzin popołudniowych byłam w biurze natomiast w piątek pracowałam na PKCu przed BK. Trochę wymarzliśmy, bo padało i było chłodno co jeszcze potęgował wiatr brrr.
W sobotę do południa wybrałam się z tatą na Hażlach, gdzie był usytuowany pierwszy odcinek rajdu. Na PKCu były Klaudia z Madzią, z którymi się wyściskałam, bo się dawno widziałyśmy potem przywitaliśmy się z ekipą tyską na starcie i poszliśmy sobie znaleźć jakieś ciekawe miejsce do obejrzenia rajdówek. Udało mi się trochę zdjęć porobić i za nim się na dobre rozkręciłam z dobrymi ujęciami to odcinek został odwołany z powodu wypadku jednej z załóg. Podeszliśmy na start by dowiedzieć się co się stało. Okazało się, że załoga uderzyła w słóp wysokiego napięcia. Kierowca i pilotka zostali natychmiast odwiezieni do szpitala. Pilotka wyszła po przebadaniu, a kierowca został w szpitalu. 
Po przerwaniu odcinka udaliśmy się na autobus, który zawiózł nas do Cieszyna. Tato udał się do domku, a ja na rynek, gdzie z Adasiem i chłopakami ze szkoły rozkładaliśmy bramę z logami rajdu i sponsorów. Potem udaliśmy się do biura by coś zjeść, bo trzeba było jechać do Kaczyc na komasację po namioty, które miały znaleźć się na rynku. Na rynku czekał już na nas tata, który był kierownikiem mety rajdu. Porozkładaliśmy namioty, potaśmowaliśmy tam, gdzie trzeba było i czekaliśmy na zawodników.
O 16:00 pojawili się pierwsi zawodnicy, którzy według miejsc jakie zajęli wjeżdżali na rampę by odebrać puchary i tradycyjnie polać się szampanem. Po dwóch godzinkach w parku zamkniętym znalazł się ostatni samochód i można był posprzątać rynek. Potem udaliśmy się do biura by poczekać na oficjalne wyniki i rozwiązać park zamknięty. Po godzinie 20 można było już posprzątać całkowicie płytę rynku. W domku byłam przed 21.

Bardzo miło wspominam ten rajd i ludzi, których poznałam w tym roku. Najważniejsze, że nie było śniegu i skończyło się tylko na 2 wypadkach, które mimo, że wyglądały groźnie skończyły się szczęśliwie.

Brak komentarzy: