Mój domowy
rajd, na którym pierwszy raz trochę z bliska przypatrywałam się pracy
organizatorów. W tym roku oprócz tradycyjnej mety na rynku w Cieszynie zostałam
przypisana do pomocy do biura rajdu. Bardzo miło spędziłam czas w biurze, gdzie
było dużo śmiechu i zabawy przy przygotowaniach do najważniejszych godzin pracy
biura rajdu.
W czwartek
od rana do godzin popołudniowych byłam w biurze natomiast w piątek pracowałam
na PKCu przed BK. Trochę wymarzliśmy, bo padało i było chłodno co jeszcze
potęgował wiatr brrr.
W sobotę do
południa wybrałam się z tatą na Hażlach, gdzie był usytuowany pierwszy odcinek
rajdu. Na PKCu były Klaudia z Madzią, z którymi się wyściskałam, bo się dawno
widziałyśmy potem przywitaliśmy się z ekipą tyską na starcie i poszliśmy sobie
znaleźć jakieś ciekawe miejsce do obejrzenia rajdówek. Udało mi się trochę
zdjęć porobić i za nim się na dobre rozkręciłam z dobrymi ujęciami to odcinek
został odwołany z powodu wypadku jednej z załóg. Podeszliśmy na start by
dowiedzieć się co się stało. Okazało się, że załoga uderzyła w słóp wysokiego
napięcia. Kierowca i pilotka zostali natychmiast odwiezieni do szpitala.
Pilotka wyszła po przebadaniu, a kierowca został w szpitalu.
Po
przerwaniu odcinka udaliśmy się na autobus, który zawiózł nas do Cieszyna. Tato
udał się do domku, a ja na rynek, gdzie z Adasiem i chłopakami ze szkoły
rozkładaliśmy bramę z logami rajdu i sponsorów. Potem udaliśmy się do biura by
coś zjeść, bo trzeba było jechać do Kaczyc na komasację po namioty, które miały
znaleźć się na rynku. Na rynku czekał już na nas tata, który był kierownikiem
mety rajdu. Porozkładaliśmy namioty, potaśmowaliśmy tam, gdzie trzeba było i
czekaliśmy na zawodników.
O 16:00
pojawili się pierwsi zawodnicy, którzy według miejsc jakie zajęli wjeżdżali na
rampę by odebrać puchary i tradycyjnie polać się szampanem. Po dwóch godzinkach
w parku zamkniętym znalazł się ostatni samochód i można był posprzątać rynek.
Potem udaliśmy się do biura by poczekać na oficjalne wyniki i rozwiązać park
zamknięty. Po godzinie 20 można było już posprzątać całkowicie płytę rynku. W
domku byłam przed 21.
Bardzo miło
wspominam ten rajd i ludzi, których poznałam w tym roku. Najważniejsze, że nie
było śniegu i skończyło się tylko na 2 wypadkach, które mimo, że wyglądały
groźnie skończyły się szczęśliwie.