Motocykliści
ORLEN Team zakończyli rywalizację podczas Abu Dhabi Desert Challenge –
pierwszej eliminacji Mistrzostw Świata rajdów terenowych cross-country.
Rewelacyjnie wypadł Jacek Czachor, który w końcowej klasyfikacji zajął czwarte
miejsce i trzecią pozycję w Mistrzostwach Świata.
Jakub
Przygoński pomimo dużej straty spowodowanej awarią motocykla podczas drugiego
etapu zajął szóstą pozycję w Mistrzostwach Świata. Sezon dopiero się rozpoczął,
a forma i szybkość, którymi dysponuje młody zawodnik ORLEN Team świadczą o jego
predyspozycjach do walki o tytuł. Przygoński przez cały rajd zajmował miejsca w
ścisłej czołówce plasując się w pierwszej czwórce, a jeden etap wygrał. Dziś
był 3. Jak sam twierdzi najważniejsze jest jednak doświadczenie, które zdobył,
w szczególności te związane z nawigowaniem oraz otwieraniem trasy.
Jakub Przygoński: Bardzo
szybki etap, jego końcówka pokrywała się z pierwszym odcinkiem specjalnym, na
którym prędkości sięgały rzędu 180 km/h. Startowałem z czwartej pozycji i
goniłem Marca Comę, na metę dotarłem z trzecim czasem. Przez cały rajd
utrzymywałem dobre, szybki tempo. Jestem zadowolony ze swoich przejazdów. Cały
czas zajmowałem pozycje w pierwszej czwórce, poza etapem, na którym mój
motocykl miał usterkę techniczną. Najbardziej wartościowy był wczorajszy
odcinek specjalny, na którym cały czas otwierałem trasę i musiałem bezbłędnie
nawigować. Poprawna jazda w tak wymagającym terenie cieszy prawie tak samo jak
zwycięstwo na etapie. Chciałbym więcej takich odcinków, by dobrze przygotować
się do Rajdu Dakar.
Strategicznie
pojechał dziś Jacek Czachor - 9. na dzisiejszym etapie - któremu na
sześćdziesiątym kilometrze odcinka odłączył się kabel od nawigacji. Kapitan
ORLEN Team musiał zdać się na swoje doświadczenie. Poczekał na swojego
najgroźniejszego rywala, a następnie jechał za nim trzymając bezpieczną,
gwarantującą przewagę, odległość.
Jacek Czachor: W
pełni zrealizowałem swój plan. Awansowałem na czwartą pozycję w rajdzie.
Pokonali mnie tylko Coma, West i Casteu – czyli zawodnicy ze ścisłej światowej
czołówki. W trakcie dzisiejszego etapu popsuła mi się nawigacja. Musiałem
zwolnić i poczekałem na Stanovnika, pojechałem za nim, on zaczął jednak krążyć
i wiedziałem, że Słoweniec źle wybiera trasę. Wówczas nadjechał Trenker, który
mi zagrażał i pojechałem za nim. Doszło do kilku śmiesznych sytuacji, kiedy
rywal zakopał się, bądź przewrócił musiałem zwolnić i na niego poczekać. Tak
było aż do punktu kontrolnego, kiedy mechanicy ORLEN Team zreperowali moją
nawigację. Wówczas wiedziałem, że mam pewną przewagę i spokojnie dojechałem do
mety.
Pierwszą
eliminację sezonu ukończył również Marek Dąbrowski (dziś 16.). Pomimo
niedojechania do mety jednego z etapów - na skutek awarii - został
sklasyfikowany na jedenastej pozycji w Mistrzostwach Świata.
Marek Dąbrowski: Ostatni
etap był bardzo wymagający, wiał silny wiatr i zaczęło odzywać się zmęczenie.
Moje tempo rośnie, potrzebuję jeszcze popracować nad siłą, by móc jechać przez
cały rajd na pełnym gazie. Mój wynik jest całkiem satysfakcjonujący biorąc pod
uwagę nieukończenie jednego etapu. Przez cały rajd zajmowałem wysokie lokaty i
to cieszy.
Wśród
motocyklistów w rajdzie triumfował po raz czwarty Marc Coma.
Kolejna
eliminacja Mistrzostw Świata cross-country będzie miała miejsce już za miesiąc
(1-7 maja) w Tunezji.