wtorek, 27 kwietnia 2010

Trójstyk




Wybrałam się z tatą w miejsce, gdzie spotykają się trzy granice: polska, czeska i słowacka. Byłam bardzo ciekawa tego jak to wygląda po szumnych zapowiedziach i opisach w gazetach i przewodnikach.
 


Na miejscu okazało się, że nie wygląda to tak jak moja wyobraźnia to przedstawiała po przeczytaniu opisów. Rozczarowałam się. Liczyłam coś całkiem innego. 
A przedstawia się to tak: po każdej stronie granicy jest kamienny trójkąt, w którym jest wyryte godło i nazwa państwa. Niestety jest to mało czytelne. Lepsze by było, gdyby do tych kamieni były przytwierdzone tablice. Kamienie polski i czeski stoją w bliskiej odległości natomiast słowacki za rzeczką, do którego trzeba przejść po mostku. Stoi sobie taki samotny i wygląda na niechcianego.Nie ma tam żadnej tablicy z rysem historycznym tylko mapa, która jest bardzo jasna i mało czytelna.
 

Wyobrażałam to sobie, że to będzie jeden kamień, na którym z każdej strony będą zaznaczone granice tak jak przebiegają, że będą flagi państwowe. 

piątek, 9 kwietnia 2010

Rajd Abu Dhabi Desert Challenge 27.03. - 01.04. 2010

Motocykliści ORLEN Team zakończyli rywalizację podczas Abu Dhabi Desert Challenge – pierwszej eliminacji Mistrzostw Świata rajdów terenowych cross-country. Rewelacyjnie wypadł Jacek Czachor, który w końcowej klasyfikacji zajął czwarte miejsce i trzecią pozycję w Mistrzostwach Świata. 
  
Jakub Przygoński pomimo dużej straty spowodowanej awarią motocykla podczas drugiego etapu zajął szóstą pozycję w Mistrzostwach Świata. Sezon dopiero się rozpoczął, a forma i szybkość, którymi dysponuje młody zawodnik ORLEN Team świadczą o jego predyspozycjach do walki o tytuł. Przygoński przez cały rajd zajmował miejsca w ścisłej czołówce plasując się w pierwszej czwórce, a jeden etap wygrał. Dziś był 3. Jak sam twierdzi najważniejsze jest jednak doświadczenie, które zdobył, w szczególności te związane z nawigowaniem oraz otwieraniem trasy.
Jakub Przygoński: Bardzo szybki etap, jego końcówka pokrywała się z pierwszym odcinkiem specjalnym, na którym prędkości sięgały rzędu 180 km/h. Startowałem z czwartej pozycji i goniłem Marca Comę, na metę dotarłem z trzecim czasem. Przez cały rajd utrzymywałem dobre, szybki tempo. Jestem zadowolony ze swoich przejazdów. Cały czas zajmowałem pozycje w pierwszej czwórce, poza etapem, na którym mój motocykl miał usterkę techniczną. Najbardziej wartościowy był wczorajszy odcinek specjalny, na którym cały czas otwierałem trasę  i musiałem bezbłędnie nawigować. Poprawna jazda w tak wymagającym terenie cieszy prawie tak samo jak zwycięstwo na etapie. Chciałbym więcej takich odcinków, by dobrze przygotować się do Rajdu Dakar.      

Strategicznie pojechał dziś Jacek Czachor - 9. na dzisiejszym etapie - któremu na sześćdziesiątym kilometrze odcinka odłączył się kabel od nawigacji. Kapitan ORLEN Team musiał zdać się na swoje doświadczenie. Poczekał na swojego najgroźniejszego rywala, a następnie jechał za nim trzymając bezpieczną, gwarantującą przewagę, odległość.
Jacek Czachor: W pełni zrealizowałem swój plan. Awansowałem na czwartą pozycję w rajdzie. Pokonali mnie tylko Coma, West i Casteu – czyli zawodnicy ze ścisłej światowej czołówki. W trakcie dzisiejszego etapu popsuła mi się nawigacja. Musiałem zwolnić i poczekałem na Stanovnika, pojechałem za nim, on zaczął jednak krążyć i wiedziałem, że Słoweniec źle wybiera trasę. Wówczas nadjechał Trenker, który mi zagrażał i pojechałem za nim. Doszło do kilku śmiesznych sytuacji, kiedy rywal zakopał się, bądź przewrócił musiałem zwolnić i na niego poczekać. Tak było aż do punktu kontrolnego, kiedy mechanicy ORLEN Team zreperowali moją nawigację. Wówczas wiedziałem, że mam pewną przewagę i spokojnie dojechałem do mety.        

Pierwszą eliminację sezonu ukończył również Marek Dąbrowski (dziś 16.). Pomimo niedojechania do mety jednego z etapów - na skutek awarii - został sklasyfikowany na jedenastej pozycji w Mistrzostwach Świata. 
Marek Dąbrowski: Ostatni etap był bardzo wymagający, wiał silny wiatr i zaczęło odzywać się zmęczenie. Moje tempo rośnie, potrzebuję jeszcze popracować nad siłą, by móc jechać przez cały rajd na pełnym gazie. Mój wynik jest całkiem satysfakcjonujący biorąc pod uwagę nieukończenie jednego etapu. Przez cały rajd zajmowałem wysokie lokaty i to cieszy.

Wśród motocyklistów w rajdzie triumfował po raz czwarty Marc Coma. 

Kolejna eliminacja Mistrzostw Świata cross-country będzie miała miejsce już za miesiąc (1-7 maja) w Tunezji.