Ten utwór
świetnie pasował do sytuacji pogodowej w zeszłą środę na KJS-ie
Niepodległości, który odbył się w Sosnowcu i Mysłowicach. My akurat byliśmy w
Mysłowicach.
Od samego
rana padało i wiało i nie chciało przestać. Myślałam, że jak dojedziemy na
miejsce to coś się zmieni, ale niestety się pogorszyło. Po przyjeździe
rozstawialiśmy próbę i siedzieliśmy w samochodach czekając na początek; w
międzyczasie dowiedzieliśmy się, że wszystko jest opóźnione o godzinę. Po tej
godzinie niestety trzeba było wyjść na deszcz by zmieniać zegar klapkowy, który
jest nieodłącznym elementem PKC-u tak jak ja :P Razem ze mną tym razem była
Madzia ;)
Na moje
nieszczęście start był co 2 minuty co mi się strasznie dłużyło w tym zimnie,
ale czego się nie robi miłości ;) Był też plus, bo nie było dużych przerw
między przejazdami, a na dodatek odwołali nam ostatni przejazd i mogliśmy się
udać do biura na cieplutki żurek. Pycha :)
Po dotarciu
do biura rzuciliśmy się na żurek, którego rozlewaniem do kubeczków podjęli się
Antoś i Piotrek - dzięki chłopaki. Wśród wspólnych rozmów i śmiechów
czekaliśmy na rozliczenie i powrót do domku. Po dłuzszym czasie udaliśmy się do
domku po drodze wstępując do McDonald'sa. Stamtąd przez biuro kjs-u udaliśmy
się do domku. To był naprawdę męczący dzień, ale warty wszystkiego co się
wydarzyło ;)
Dzięki całej
ekipie za przyjemne chwile i wspólne marznięcie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz