poniedziałek, 23 listopada 2009

Klimczok

W słoneczną sobotę wybrałam się z tatą w góry, bo tak mnie ciągło przez cały tydzień, że musiałam pójść ;)
Pobudka rankiem, śniadanko, termos, plecak i ciepłe ubranie to podstawa. Pojechaliśmy do Brennej Bukowej skąd żółtym szlakiem udaliśmy się na Karkoszczonkę, gdzie jest Chata Wuja Toma. Następnie czerwonym szlakiem na Klimczok. Po dotarciu do celu udaliśmy się do schroniska na śniadanko i króciutki odpoczynek. Po drodze cały czas towarzyszyło nam słonko i śnieg ;) 

 
  


Po wdrapaniu się na Klimczok pooglądaliśmy panoramę Beskidu Śląskiego i Bielska-Białej. Dalej żółtym szlakiem poszliśmy w kierunku Błatniej, gdzie po drodze opalaliśmy się w jesiennym słoneczku i podziwialiśmy zielone choinki w 10 centymetrowej warstwie śniegu.

 

Na Błatniej zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek i poszliśmy dalej zielonym, a potem czarnym szlakiem do Brennej Centrum. Brenna bardzo się zmieniła od naszego ostatniego pobytu.
Dzień był mile i przyjemnie spędzony w sposób, który uwielbiam. Góry dają człowiekowi odpocząć i wyciszyć się, nabrać sił na kolejny tydzień pracy, ale w zamian oczekują od nas tego samego. 

środa, 18 listopada 2009

Ciągle pada

Ten utwór świetnie pasował do sytuacji pogodowej w zeszłą środę na KJS-ie Niepodległości, który odbył się w Sosnowcu i Mysłowicach. My akurat byliśmy w Mysłowicach.
Od samego rana padało i wiało i nie chciało przestać. Myślałam, że jak dojedziemy na miejsce to coś się zmieni, ale niestety się pogorszyło. Po przyjeździe rozstawialiśmy próbę i siedzieliśmy w samochodach czekając na początek; w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że wszystko jest opóźnione o godzinę. Po tej godzinie niestety trzeba było wyjść na deszcz by zmieniać zegar klapkowy, który jest nieodłącznym elementem PKC-u tak jak ja :P Razem ze mną tym razem była Madzia ;)
Na moje nieszczęście start był co 2 minuty co mi się strasznie dłużyło w tym zimnie, ale czego się nie robi miłości ;) Był też plus, bo nie było dużych przerw między przejazdami, a na dodatek odwołali nam ostatni przejazd i mogliśmy się udać do biura na cieplutki żurek. Pycha :)
Po dotarciu do biura rzuciliśmy się na żurek, którego rozlewaniem do kubeczków podjęli się Antoś i Piotrek -  dzięki chłopaki. Wśród wspólnych rozmów i śmiechów czekaliśmy na rozliczenie i powrót do domku. Po dłuzszym czasie udaliśmy się do domku po drodze wstępując do McDonald'sa. Stamtąd przez biuro kjs-u udaliśmy się do domku. To był naprawdę męczący dzień, ale warty wszystkiego co się wydarzyło ;)
Dzięki całej ekipie za przyjemne chwile i wspólne marznięcie ;)