Wybór padł na Równicę, bo już tam dawno nie zaglądałam, a byłam ciekawa czy coś się pozmieniało.
Wyruszyliśmy z tatą czerwonym szlakiem z Ustronia Polany. Po drodze dużo się pozmieniało szczególnie na Jaszowcu. Ośrodki wypoczynkowe jedne się odnowiły i widać było, że są pełne inne wręcz przeciwnie pozamykane i opuszczone. Szlak był odnowiony co od razu zauważyliśmy po kolorach na drzewach ;) Słońce świeciło, ptaki śpiewały, cisza i spokój na szlaku co pozwoliło się zrelaksować i wyciszyć...
Na górze już nie było tak przyjemnie, bo trochę ludzi przyjezdnych samochodami już było. Na szczęście w schronisku w tej części, gdzie siedzą jeszcze prawdziwi turyści było cicho i przyjemnie :)
Posililiśmy się śniadankiem oraz kawą i herbatą i udaliśmy w dalszą drogę.
Schodziliśmy do Ustronia Zdroju również czerwonym szlakiem. Po drodze już więcej osób spotkaliśmy, które właśnie z tej strony wchodziły. Przy kamieniu ewangelickim odbywała się msza.
Schodziło się bardzo fajnie, bo wśród liści, które tworzyły "dywan". Trzeba było jednak uważać, bo pod "dywanem" były kamienie.
Przyjemnie było poobcować z górami :) I tak myślę, że to już był ostatni tegoroczny wypad w Beskidy.