Najfajniejszy
rajd w całym kalendarzu :)
W tym roku
rozpoczęłam go dość wcześnie, bo musieliśmy wyjechać o 5 rano z domku by być w
Czudcu na godzinę 11:00. Droga była wolna i spokojna także przyjemnie się
jechało. Po przyjeździe rozlokowaliśmy się w pokojach i zabraliśmy się z busami
by zataśmować odcinek. Taśmowanie to był koszmar w taki upał, ale cóż zrobić
skoro taka pogoda była. Skończyliśmy taśmować o 21 i udaliśmy się do hotelu by
zjeść kolację i poczekać na resztę ekipy. Po 22 dojechała reszta i można było
się porozdzielać w zadaniach na piątek, czyli pierwszy dzień rajdu.
05.08.2011
piątek OS Lubenia
Dzień
rozpoczął się wcześnie, bo już o 6:00 było śniadanie, a po nim wyjazd na
odcinek. Po drodze podziwialiśmy wschód słońca i widoki :) Na miejscu, gdy już
się porozdzielaliśmy mieliśmy 2 godziny czasu do początku odcinka, więc
postanowiliśmy się trochę poopalać, bo pogoda w tym roku za bardzo nas nie
rozpieszczała. Gdy dostaliśmy sygnał, że czas na gotowość to porozchodziliśmy
się na swoje miejsca by wszystko poszło bezpiecznie i sprawnie. Miałam dość
ciekawe miejsce przy SOS z szutrem i lewym 90. Kibiców mało, więc nie było
większych problemów. Po godzinie 16 wszystko się skończyło i można było
posprzątać, udać się do ośrodka na kolację. Wieczorem zrobiłyśmy sobie z
dziewczynami babski wieczór, bo nas zawsze jest mniej :) Długo nie zabawiłyśmy,
bo rano trzeba było jeszcze wcześniej wstawać, a wiadomo, że na odcinku trzeba
być przytomnym, a nie śpiącym.
06.08.2011
sobota OS Izdebki
Pogoda
zapowiadała się na równie piękną jak piątkowa także zapakowałam do plecaka
spodenki i sandały :)
Śniadanko o
5:00 potem wyjazd na odcinek, bo trochę trzeba było dojechać do startu. Na
miejscu okazało się, że ten odcinek jest świetny, kręty i w ogóle :)
Ustawiliśmy się tak z przodu by było spokojnie i miło. Pierwszy przejazd
upłynął nam szybko, bo startowali tylko zawodnicy z RSMP i Mistrzostw Słowacji
(RPP zostało odwołane). Postanowiłyśmy z Danką się schować w samochodzie, bo
ile można siedzieć na słońcu w upale skoro jest prawie 1,5 h przerwy. Drugi
przejazd był w całości, ale słońce schowało się nam za chmurki i było o wiele
lepiej. Tym razem skończyliśmy później i jeszcze trzeba było posprzątać odcinek
co niestety utrudniało brak mioteł. Jednak nasze chłopaki dali radę za ca
jestem im ogromnie wdzięczna :)
Po kolacji
zaszyliśmy się w naszych pokojach by poodpoczywać, a co poniektórzy by
rozrabiać.
W niedzielę
po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
Dziękuję
moim kochanym współlokatorkom za pogaduchy i wygłupy, które umilały nam
wieczory :)
Reszcie
ekipy za to, że tym razem dali mi się wyspać :)