poniedziałek, 8 sierpnia 2011

20 Rajd Rzeszowski 04-06.08.2011


Najfajniejszy rajd w całym  kalendarzu :)
W tym roku rozpoczęłam go dość wcześnie, bo musieliśmy wyjechać o 5 rano z domku by być w Czudcu na godzinę 11:00. Droga była wolna i spokojna także przyjemnie się jechało. Po przyjeździe rozlokowaliśmy się w pokojach i zabraliśmy się z busami by zataśmować odcinek. Taśmowanie to był koszmar w taki upał, ale cóż zrobić skoro taka pogoda była. Skończyliśmy taśmować o 21 i udaliśmy się do hotelu by zjeść kolację i poczekać na resztę ekipy. Po 22 dojechała reszta i można było się porozdzielać w zadaniach na piątek, czyli pierwszy dzień rajdu.

05.08.2011 piątek OS Lubenia
Dzień rozpoczął się wcześnie, bo już o 6:00 było śniadanie, a po nim wyjazd na odcinek. Po drodze podziwialiśmy wschód słońca i widoki :) Na miejscu, gdy już się porozdzielaliśmy mieliśmy 2 godziny czasu do początku odcinka, więc postanowiliśmy się trochę poopalać, bo pogoda w tym roku za bardzo nas nie rozpieszczała. Gdy dostaliśmy sygnał, że czas na gotowość to porozchodziliśmy się na swoje miejsca by wszystko poszło bezpiecznie i sprawnie. Miałam dość ciekawe miejsce przy SOS z szutrem i lewym 90. Kibiców mało, więc nie było większych problemów. Po godzinie 16 wszystko się skończyło i można było posprzątać, udać się do ośrodka na kolację. Wieczorem zrobiłyśmy sobie z dziewczynami babski wieczór, bo nas zawsze jest mniej :) Długo nie zabawiłyśmy, bo rano trzeba było jeszcze wcześniej wstawać, a wiadomo, że na odcinku trzeba być przytomnym, a nie śpiącym.

06.08.2011 sobota OS Izdebki
Pogoda zapowiadała się na równie piękną jak piątkowa także zapakowałam do plecaka spodenki i sandały :)
Śniadanko o 5:00 potem wyjazd na odcinek, bo trochę trzeba było dojechać do startu. Na miejscu okazało się, że ten odcinek jest świetny, kręty i w ogóle :) Ustawiliśmy się tak z przodu by było spokojnie i miło. Pierwszy przejazd upłynął nam szybko, bo startowali tylko zawodnicy z RSMP i Mistrzostw Słowacji (RPP zostało odwołane). Postanowiłyśmy z Danką się schować w samochodzie, bo ile można siedzieć na słońcu w upale skoro jest prawie 1,5 h przerwy. Drugi przejazd był w całości, ale słońce schowało się nam za chmurki i było o wiele lepiej. Tym razem skończyliśmy później i jeszcze trzeba było posprzątać odcinek co niestety utrudniało brak mioteł. Jednak nasze chłopaki dali radę za ca jestem im ogromnie wdzięczna :)
Po kolacji zaszyliśmy się w naszych pokojach by poodpoczywać, a co poniektórzy by rozrabiać.

W niedzielę po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Dziękuję moim kochanym współlokatorkom za pogaduchy i wygłupy, które umilały nam wieczory :)
Reszcie ekipy za to, że tym razem dali mi się wyspać :)