Dziś 407
zawodników przystąpiło do rywalizacji w 33. rajdzie Dakar.
Jako
pierwszy spośród Polaków na rampę startową wjechał Rafał Sonik jadący quadem, a
zaraz po nim pozostali zawodnicy ORLEN Team: motocykliści Marek Dąbrowski i
Jacek Czachor oraz samochodowy zespół Krzysztof Hołowczyc i Jean Marc-Fortin.
Ceremonia
startu odbyła się w ponad 35-stopniowym upale, w najbardziej centralnie
położonym punkcie Buenos Aires na ulicy Avenue of 9th July. Ta lokalizacja
nawiązuje do tradycji, gdyż pierwsze rajdy startowały z Paryża z Place de la
Concorde. Rajdowa karawana przyciągnęła tysiące kibiców, którzy gromadzili się
wzdłuż drogi prowadzającej do startu. Wszyscy wiwatowali i zagrzewali rajdowców
do waliki.
Zawodnicy
ORLEN Team na linię startu wjeżdżali uśmiechnięci, pozdrawiali kibiców i
rozdawali autografy. Przed nimi pierwszy, liczący zaledwie 377 kilometrów etap
wiodący do Victorii bez odcinka specjalnego. Zapytani o strategię na zbliżający
się rajd odpowiedzieli:
Jacek
Czachor: Dwa lata temu po pierwszym odcinku specjalnym zajmowałem drugie
miejsce. W tym roku nie będę za wszelką cenę starał się poprawić tego wyniku.
Przed nami długa dojazdówka, a później ruszamy do ścigania. Oczywiście
chciałbym walczyć o zwycięstwo w rajdzie, zdaję sobie jednak sprawę z bardzo
mocnej obsady w stawce motocyklowej. Jest co najmniej 30 zawodników, których
celem jest podium. Na pewno nawiążę z nimi walkę.
Marek
Dąbrowski: Nie można atakować od razu na początku. W szczególności, że
pierwsze odcinki zostaną rozegrane prawdopodobnie w deszczu po górskich
szlakach. Rajd jest długi i czeka nas jeszcze cały przekrój różnych
nawierzchni. Trzeba będzie trzymać umiarkowane, ale równe tempo, a to przełoży
się na dobry wynik.
Rafał Sonik:
To niesamowite uczucie być znowu w Buenos Aires na starcie Dakaru. Kocham
Amerykę Południową i tutejszą atmosferę. Chciałbym jeszcze tylko wygrać tu
rajd. Moja strategia jest długodystansowa. Nie chcę popełnić błędów z zeszłego
roku, kiedy bardzo walczyłem o jak najlepsze miejsce na poszczególnych etapach.
Takie podejście jest zbyt ryzykowne, zarówno dla sprzętu jak i zawodnika. Będę
więc jechał swoim tempem nie zważając na etapowe wyniki. Wiem, że to może jest
trochę mniej spektakularne, ale najważniejsze jest by być na mecie każdego
odcinka. W tym roku mój quad będzie jechał z VERVĄ, a to na pewno zaprocentuje
w finalnym wyniku.
Krzysztof
Hołowczyc: Trzeba mieć świadomość umiejętności swoich przeciwników.
Dołączyłem do fantastycznej grupy bardzo szybkich zawodników. Chciałbym w tej
grupie zająć odpowiednie miejsce. Trudno powiedzieć na tym etapie, gdzie ono
będzie. Mogę jednak obiecać moim kibicom, że będę cisną gaz ile się da i cały
czas się rozpędzał.
źródło: orlenteam.pl