O tym, że
jadę dowiedziałam się późnym wieczorem w sobotę, ale zgodziłam się. Byłam tam
już w poprzednich latach i było miło. Tym razem znowu sprint odbywał się na
nowo wybudowanej drodze. Pogoda zimowa i to bardzo, bo śnieg, wiatr i mróz. Na miejscu
dowiedzieliśmy się, że będziemy jako zabezpieczenie co za bardzo mi się nie
uśmiechało, ale na koniec okazało się, że będziemy obsługiwać metę lotną i
stop. Dla mnie była przewidziana meta stop, ale na szczęście miałam namiot
także dokumenty miały nie zamoknąć. Jak się później okazało dokumenty były
całkiem mokre, bo wiało z każdej możliwej strony.
Do pomocy
miałam strażaków bardzo sympatycznych chłopaków, którzy w miejsce namiotu
postawili swój samochód by można było w nim siedzieć i się grzać :) Chłopaki
bardzo mi pomogli, bo nie musiałam z samochodu wyskakiwać po karty sami mi je
podawali, a ja sobie na spokojnie słuchałam przez radio wyników i wpisywałam do
protokołu i do karty. Podczas drugiego przejazdu dostaliśmy posiłek: pierogi
ruskie i herbatkę. Trzeci przejazd był wolnym przejazdem, bo już się zimniej
zrobiło, zaczęło bardziej sypać i powoli się ciemniło.
Po ostatnim
zawodniku posprzątaliśmy nasze punkty, oddaliśmy sprzęt i udaliśmy się do biura
rozliczyć się by móc ruszać do domku. W domku byłam przed 19.
Dziękuję
Rafałowi i Sebastianowi za bardzo mile i wesoło spędzony czas - uratowaliście
mnie przed zamarznięciem :) Dzięki :)