W niedzielę
25 lipca odbył się kjs, który był międzynarodowy, bo jeden plac znajdował się w
Czechach :)
Pogoda od
samego rana nie rozpieszczała nas za bardzo, ale nie padało. Jak to zawsze bywa
start i meta należały do mnie i taty. Rano ustawiliśmy bramę bardzo ładną zresztą
i w końcu mamy swoją :) Później zaczęli się zjeżdżać nasi zawodnicy, którzy
wystawiali rajdówki na płycie rynku. Był również samochód głównego gościa
Marcina Abramowskiego.
O
10:30 rozpoczął się start, który miał oprawę bardzo barbórkową, ponieważ
była flaga i Kajtek (który nieustannie robił sobie żarty), a później Marcin
startowali zawodników. Bardzo sympatycznie to wyglądało :)
Po starcie
wybraliśmy się z tatą na drugą stronę Olzy by obejrzeć zmagania zawodników.
Próba była łatwa i krótka jednak niektórzy popełniali błędy i zaliczyli taryfę.
Po
skończeniu próby udaliśmy się coś zjeść, bo głodni byliśmy i to fest :)
Pogoda
popsuła się na dobre, bo się rozpadało, ale tym razem miałam namiot 2Brally i
przynajmniej nie zmokłam :) Na metę zawitali wszyscy zawodnicy, którzy
wystartowali, czyli 29 załóg. Pierwszy raz się tak zdarzyło.
Po długich
obliczeniach i jeszcze dłuższych protestach ogłoszono zwycięzców i wręczono
nagrody oraz puchary.
zdjęcia: ox.pl

